Szanowni Czytelnicy,
powszechnie wiadomo, że dobry film powinien mieć dobrą muzykę. Często jednak jest tak, że nawet w kiepskich filmach ścieżka dźwiękowa może okazać się wybitna i może też zrobić osobna karierę. Przykładów i jednego i drugiego można by wymienić bardzo dużo. Nie będę jednak tego robił, bo nie o to w dzisiejszym felietonie chodzi.
Jechałem sobie pewnego razu samochodem i, jak to w samochodzie bywa, miałem włączone radio. Nie leciało w nim nic szczególnego, przynajmniej nie na tyle żebym dany utwór zapamiętał. Jednak naszła mnie wtedy myśl, że od dłuższego czasu muzyka towarzyszy mi przez całe dnie. Zacząłem się nad tym zastanawiać głębiej i doszedłem do wniosku, że rzeczywiście może tak być. W trakcie porannych czynności gdzieś tam w tle gra włączona muzyka, w drodze do pracy mam radio samochodowe, w pracy przez osiem godzin gra radio, w drodze powrotnej to samo. W domu przy pisaniu i czytaniu zawsze coś w tle musi grać. Nawet złapałem się kiedyś na tym, że oglądając mecz nie wyłączam muzyki.
