Szanowni Czytelnicy,
ze względu na wiele zajęć i obowiązków, które na mnie ostatnio spadły nie mogę sobie pozwolić na pisanie felietonów czy innych tekstów na zapas i ostatnio zdarza mi się wpaść na pomysł o czym mógłbym napisać dosłownie pół godziny przed publikacją. Na szczęście czasami życie samo wkłada w nasze ręce odpowiednie idee i tak też stało się w przypadku tej NieRecenzji. Plany na sobotę potoczyły się tak, że mogłem oddać się nieco, jak to się ładnie nazywa, wyższej kulturze. Postanowiłem więc sprawdzić czy film "Twój Vincent" był rzeczywiście tak dobry żeby nie zdobyć Oskara.
O tym filmie było na tyle głośno, że na pewno każdy choć trochę usłyszał. Jest to dzieło stworzone techniką poklatkowej animacji, która polega na tym, że każda klatka filmu stanowi osobny obraz. W wypadku "Twojego Vincenta" trzeba było każdą klatkę filmu namalować jako osobny obraz, techniką malarską stosowaną przez Vincenta van Gogha. Twórcy, którzy podjęli się tej misji wykonali ją perfekcyjnie i myślę, że każdy kto lubi malarstwo doceni trud artystów i wykonanie powierzonego im zadania. Jednak ten film to nie tylko nowinka technologiczna, ale coś znacznie głębszego.
