Szanowni Czytelnicy,
w związku z tym, że ostatnio zostałem człowiekiem pracującym nie tylko piórem zacząłem się zastanawiać nad urlopem. No i wyszło na to, że pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy na hasło urlop był remont. Pewnie wynika to z głęboko zakorzenionych w umyśle powiązań, które wywołały wzorce utrwalane przez pokolenia albo po prostu urlop to jedyny moment, w którym pracujący ma czas na zrobienie w domu czegoś więcej. Jednak to nie będzie jedyny wątek, nad którym się pochylimy w poniższym tekście. Zastanowimy się także czy człowiek może czerpać przyjemność z remontu.
Zrobiłem w życiu kilka remontów, przy jeszcze większej ilości pomagałem i zdążyłem się nauczyć, że to nigdy nie zabiera tyle czasu ile sobie zaplanujemy. Zwłaszcza w mieszkaniach czy domach, które mają już swoje lata. Właśnie dlatego na taki remont, nawet niewielki, rezerwujemy sobie część urlopu. Przecież jeśli nasza pani zażyczyła sobie zmianę koloru dwóch ścian to teoretycznie pomalowanie ich po pracy nie powinno być problemem. Jednak wszyscy wiemy, że praktyka od teorii różni się diametralnie. Dlatego jeśli ściana nie będzie chciała współpracować to zejdzie z nią tyle czasu, że z transu pracy wyrwie nas budzik mający nas obudzić następnego dnia, abyśmy zdążyli do pracy.
