Szanowni Czytelnicy,
w ostatnim czasie rozgorzała dyskusja na temat projektu ustawy o jednolitej cenie książki. Z racji tego, że jestem zainteresowany cenami książek i tym jak będzie wyglądała ich sprzedaż zarówno ze strony czytelnika jak i autora postanowiłem przyjrzeć się temu zagadnieniu bliżej. Zachęcam was do przeanalizowania tekstów, które są już dostępne w internecie, samego projektu ustawy oraz moje punktu widzenia i wyciągnięcia własnych wniosków. Co prawda wielkiego wpływu na to czy ta ustawa wejdzie w życie czy nie mieć nie będziemy, ale może zapoznanie się z tematem pozwoli uniknąć stresów? Zapraszam do lektury.
Propozycję projektu ustawy o jednolitej cenie książki przedstawiła ministerstwu kultury i dziedzictwa narodowego Polska Izba Książki. We wstępie tego projektu ujęto potrzebę ochrony książek i księgarstwa, wsparcie księgarń, rozwój czytelnictwa, wpieranie twórczości ambitnej oraz stworzenie ram funkcjonowania krajowego rynku książki i tak dalej (więcej możecie przeczytać w projekcie ustawy, do którego link na samym dole). Cele ambitne, ale czy uda się je zrealizować przy pomocy takiej ustawy to już inna kwestia, nad którą przyjdzie zastanowić się później.
W ustawie tej projektodawca, w słowniczku ustawowym, wyjaśnia co rozumie poprzez jednolitą cenę książki. Otóż jest to cena książki ustalona przez wydawcę lub importera, obowiązująca przy sprzedaży książki nabywcy końcowemu, obejmująca stawkę podatku od towarów i usług stosowaną do książek. Nabywca końcowy to klient indywidualny, który kupuje książkę nie po to by ją dalej sprzedać, a sprzedawca końcowy to księgarnia czy inny podmiot handlujący książkami. Jeśli chodzi o definicję ceny jednolitej wyraźnie widać, że projektodawcy nie mieli zamiaru pozwalać kształtować jej dowolnie księgarniom. Wpływ na nią będą mieli wyłącznie wydawcy, ewentualnie importerzy.
3/14/2017
2/10/2017
Opowiadanie #12 - Amator cz. 3
Szanowni Czytelnicy,
wiem, że dawno nie było kontynuacji historii detektywa Olafa i bardzo żałuję, ale obiecuję, że się poprawię. W ramach rekompensaty za taką przerwę dostajecie naprawdę długą opowieść, z zaskakującym zwrotem akcji w samej końcówce. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni i wyrazicie to w jakiś symboliczny sposób, na przykład zostawiając komentarz, like'a czy udostępniając ten post. Zapraszam serdecznie do lektury!
Linki do poprzednich części:
Amator cz.1
Amator cz.2
wiem, że dawno nie było kontynuacji historii detektywa Olafa i bardzo żałuję, ale obiecuję, że się poprawię. W ramach rekompensaty za taką przerwę dostajecie naprawdę długą opowieść, z zaskakującym zwrotem akcji w samej końcówce. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni i wyrazicie to w jakiś symboliczny sposób, na przykład zostawiając komentarz, like'a czy udostępniając ten post. Zapraszam serdecznie do lektury!
Linki do poprzednich części:
Amator cz.1
Amator cz.2
Amator
Trofeum
Do biura wróciłem dopiero po dwóch
dniach. Zrobiłem sobie dzień laby i wykorzystałem go na zakupy. Kupiłem wielkie
biurko, w którym umieścili nawet wzmacnianą szufladę zamykaną na klucz. Teraz
już miałem tajny schowek, w którym mogłem sobie schować broń czy jakieś inne
rzeczy, które nie powinny wpaść w ręce innych ludzi. Tak jak prawdziwy
detektyw. Do biurka dokupiłem nowy fotel. Nie był to co prawda jakiś wielki i
skórzany mebel, który mógłby stanąć za dębowym biurkiem, ale też ani biurko nie
było dębowe, ani w moim małym gabinecie nie było miejsca na takie giganty.
Zatem wybrałem sobie nieduży, ale bardzo wygodny fotel dla graczy
komputerowych. Był czarno-szary, więc kolorystyką w oczy nie kłuł. Przedłużyłem
umowę najmu mojego gabinetu. Właściciel dobitnie pokazał mi, że odsyłanie go z
kwitkiem w dniu rozmowy z Martą było błędem i podniósł mi czynsz. Na szczęście
teraz nie musiałem już się tym przejmować. No, przynajmniej przez kilka
miesięcy, jeśli by się nie pojawiła żadna robota. Wierzyłem, że Marta mnie nie
oszukała i będę prowadził śledztwo za śledztwem.
1/14/2017
Nie poddawaj się! - porcja motywacji przed sesją
Nie poddawaj się! - porcja motywacji przed sesją*
Szanowni Czytelnicy,jako doświadczony student podzieliłem się już z Wami swoimi technikami nauki tutaj (Jak się uczyć? - studencki poradnik) ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że może być to za mało, bo żeby podjąć trud skorzystania z tych metod trzeba mieć motywację, trzeba przezwyciężyć niechęć czy przytłoczenie porażką. Dlatego też ja postaram się Wam w tym pomóc, zapraszam do lektury i weźcie to sobie do serca!
<Puk, puk, puk>
No hejka, a co tam się z Tobą dzieje? Skąd to zwątpienie? Dlaczego chcesz teraz się poddać? Męczyłeś się pół roku, a teraz chcesz się poddać? Tylko dlatego, że raz czy drugi Ci nie wyszło? Tylko dlatego, że jedno czy drugie kolokwium Ci nie poszło? To nie jest żaden powód. Musisz iść i walczyć! Musisz iść i to poprawić, iść i zaliczyć! Osiągniesz cel! Prędzej czy później go osiągniesz, ale musisz iść do przodu, przeć, walczyć o swoje. Walczyć o to żeby nie płacić warunków, żeby nie bujać się z sesją przez następny semestr. Nieważne, że wszystko dookoła jest przeciwko Tobie. Nieważne, że nie masz czasu na naukę, że imprezy są ważniejsze, że prowadzący się uwziął, że nie masz notatek. To wszystko jest nieważne. Najważniejsze jest to, że masz w głowie wolę zwycięstwa. To się liczy. Przed wejściem do sali, przed przystawieniem długopisu do kartki musisz wbić sobie do głowy to, że dasz radę to zaliczyć, że jesteś lepszy od prowadzącego i wygrasz tę bitwę. Musisz uwierzyć w to, że jesteś zwycięzcą. Każdy może osiągnąć cel, nieważne czy duży czy mały, ale trzeba iść i walczyć. Nie można odpuścić terminu, bo się nie jest pewnym swojej wiedzy. Tak się niczego nie osiągnie. Trzeba iść i walczyć, nie poddawać się przed faktem, ale iść i walczyć. Pójść i to zrobić, tylko trzeba wbić sobie do świadomości wolę zwycięstwa. Uwierz w to, a teraz masz trzy sekundy żeby się otrząsnąć, powiedzieć sobie "dobra, basta", uderzyć pięścią w stół, powiedzieć "idę do przodu, osiągam swój cel, zaliczam to koło, rozwalam ten egzamin, nic mnie nie powstrzyma, żaden magister, żaden doktorant, żaden doktor czy profesor, nikt, pójdę i to zniszczę". Pozdro!
*Jakby ktoś nie wpadł na to to tekst powyżej jest parodią wypowiedzi Pana Michała Karmowskiego, który jest kulturystą i trenerem personalnym i lubi motywować ludzi. Oryginał macie tutaj: Karmowski xD
Sam uważam wszelaki coaching za wyciąganie od ludzi pieniędzy, ale pośmiać się z tematu można.
Powodzenia!
Kamil Bednarek
Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)
12/22/2016
Magia świąt - czy to ze mną jest coś nie tak?
Magia świąt - czy to ze mną jest coś nie tak?
Szanowni Czytelnicy,
jak wszyscy doskonale wiemy zbliżają się święta Bożego Narodzenia. W tradycji wiążą się one z cudowną świąteczną atmosferą, która wyróżnia się znacznie na tle innych dni w roku. Ma być to wesoły czas spędzony w gronie najbliższych, wśród pięknego wystroju, wspaniałych potraw i tak dalej i tak dalej. Problem w tym, że w tym roku spotkałem się z opiniami, ze ludzie w ogóle nie czują tej atmosfery. Sam również mam z tym problem. Pamiętam, że parę lat temu nie mogłem się doczekać wigilii i świąt. Teraz jedna, na dwa dni przed, nie czuję żadnego podekscytowania. Postanowiłem więc sprawdzić skąd to się mogło wziąć. Poniżej znajdziecie to, do czego doszedłem.
1. Pogoda
Od kilku lat w Polsce nie ma prawdziwej zimy w święta Bożego Narodzenia. Nie możemy cieszyć się piękną zimową pogodą, wyjść po wigilijnej kolacji ulepić bałwana czy porzucać się śnieżkami. Nawet Święty Mikołaj musiał sobie do sań zamontować koła, bo inaczej by nie wylądował. Zamiast białych świąt mamy coś na kształt brudnej jesieni. Mgły, deszcze i temperatura oscylująca około pięciu stopni nie sprzyja poprawie nastroju przed świętami. Można nawet powiedzieć, że taka aura bardziej pcha nas w stronę samobójstwa niż tańczenia wokół choinki.
2. Wiek
Nie ulega wątpliwości, że dzieci są bardziej beztroskie od dorosłych. Są od tej zasady wyjątki, ale ja nie jestem jednym z nich. Jako dziecko czekałem na prezenty, na ubieranie choinki, nawet na pomaganie przy gotowaniu, na chodzenie po sklepach, na świąteczne reklamy. Jeszcze nie tak dawno nie mogłem się doczekać aż wybiorę się na świąteczne jarmarki, aż w radiach puszczą świąteczne piosenki, ale w tym roku... Chyba zdziadziałem i to wpłynęło na brak odczuwania ducha świąt. Zamiast radości z kupowania prezentów skupiam się wyłącznie na ilości wydanych pieniędzy. Potrawy świąteczne? Super, ale będzie ich tyle, że będzie się trzeba z nimi męczyć do lutego. Jarmark? Już nie jest to podziwianie tego co tam przygotowali, ale obserwacja jak można sprzedać jakiś badziew po trzykrotnie wyższej cenie, tylko dlatego, że sprzedawca znajduje się w drewnianej budce na jarmarku, a nie w stalowej szczęce na rynku.
3. Komercjalizacja
Od zamierzchłych czasów mojego dzieciństwa ten okres świąteczny w szeroko rozumianym handlu wydłużał się. Teraz zaczyna się już po tym jak ze sklepów znikają znicze po wszystkich świętych. Przez to, że szczują nas tymi świętami przez dwa miesiące człowiek w okolicy wigilii ma już dość. W dodatku w każdym możliwym sklepie lecą zapętlone świąteczne przeboje. Człowiek, nawet nie chcąc szukać prezentów, zostaje bombardowany "super świątecznymi ofertami w sam raz na prezent". Wszystko przed świętami jest lepsze i tańsze i w ogóle tylko brać, bo po świętach już nie będzie. W dodatku ludzie w tym okresie zmieniają się w dzikie bestie, które o karpia tańszego o 30 groszy potrafią walczyć na śmierć i życie. A najgorszy w tym wszystkim jest ten szał kupowania. Na wigilii będzie 5 osób? No to trzeba kupić 12kg pierogów, 50 karpi, tonę kapusty z grochem, 73 rodzaje ciast i wiele więcej rzeczy, które na pewno nie zostaną zjedzone. Przejeżdżałem dzisiaj koło Biedronki, przez myśl przeszło mi żeby wjechać i kupić parę zgrzewek wody, ale jak zobaczyłem ten dziki tłum na parkingu i te kolejki wewnątrz to stwierdziłem, że podziękuję.
4. Monotonia
Prawda jest taka, że w większości rodzin każde święta wyglądają bardzo podobnie. Mamy tę samą choinkę, te same potrawy, te same rozmowy, nawet te same filmy w telewizji. W pewnym sensie taka stałość nawet jest fajna, ale może być też męcząca i wpływać na to, że człowiek nie czeka już na święta z takim utęsknieniem jak kiedyś. Jak tak się głębiej zastanowić to dorosły nawet prezenty dostaje takie same co roku. Jakieś skarpety, jakieś kosmetyki, jakieś pieniądze i tyle. Jeśli chodzi o życzenia to jak się nad tym zastanowić i sięgnąć pamięcią też zawsze są bardzo podobne. Już nie mówię o tych wśród rodziny, ale życzenia z ludźmi, którzy za wiele dla nas nie znaczą możnaby opisać jako dialog "nawzajem-nawzajem".
Tak właśnie widzę mój brak odczuwania atmosfery świąt. Pamiętajcie, że jest to moje subiektywne odczucie i jeśli według Was to co napisałem powyżej oznacza, że po prostu zdziadziałem i szukam dziury w całym to w porządku, być może macie rację. Być może gdybym jedne święta spędził gdzieś, powiedzmy, na Malediwach to na kolejne znowu bym czekał jak dziecko. Gdyby ktoś chciał to sprawdzić i zasponsorować taki wyjazd to piszcie, podam numer konta ;)
A tak już zupełnie serio to przy okazji tego tekstu chciałem Wam życzyć nawzajem, czyli wesołych świąt, bogatego Mikołaja, świętego spokoju i żeby Wam dupy od tych pierogów nie urosły za bardzo ;)
Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)
12/11/2016
Jak się uczyć? - studnecki poradnik
Jak się uczyć? - studencki poradnik*
Szanowni Czytelnicy,nadchodzi straszny czas dla studentów, a mianowicie sesja egzaminacyjna. Zazwyczaj w okolicach egzaminów większość ze studentów wpada w panikę, ale spokojnie! Poniżej dostaniecie całą masę bardzo przydatnych porad żeby uczyć się szybciej i efektywniej. Poświęćcie kilku minut na przeczytanie tego tekstu, a już nigdy nie będziecie się stresować żadnym egzaminem!
1. Przygotuj sobie notatki
Bardzo ważne jest to żeby mieć się z czego uczyć, dlatego przed przystąpieniem do procesu pochłaniania wiedzy należy sobie dokładnie przygotować notatki. Po pierwsze pościągajcie sobie wszystkie skrypty jakie znajdziecie w internecie, uruchomcie wszystkie kontakty jakie tylko macie wśród studentów roku wyżej i pozbierajcie całą masę materiałów. Wszystko może się przydać. Następnie wybierzcie najbardziej obszerne notatki jakie tylko będziecie mieli. Im więcej stron tym lepiej. Ja wiem, że poszukiwania i wybór mogą zająć dobre kilka dni, ale warto, zaufajcie mi. Jak już znajdziecie takie materiały trzeba z nich wyciągnąć to co najważniejsze. Musicie zaopatrzyć się w kolorowe zakreślacze. Im więcej kolorów tym lepiej. Dalej trzeba dokładnie przeczytać te notatki, zdanie po zdaniu i podkreślać najważniejsze. Pamiętajcie, że wszystko może być ważne i nie bójcie się jeśli zakreśliliście całą stronę. Tak może się zdarzyć i trzeba być na to przygotowanym. Po całym procesie zakreślania zorientujecie się, że zostało Wam mniej niż 24 godziny do egzaminu i wtedy należy ponownie zajrzeć do zgromadzonych materiałów i przeczytać najbardziej skrótowo napisany skrypt, najkrótszy jaki tylko istnieje i modlić się, że to wystarczy, bo trafi się łatwy egzamin.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
