Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

swieta

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kabaret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kabaret. Pokaż wszystkie posty

6/14/2017

Życie boli #14 - Magnes na meneli

Szanowni Czytelnicy,
każdy z nas ma różne talenty. Nawet człowiek, któremu wydaje się, że nic nie potrafi i jest totalną łamagą ma jakieś niespotykane umiejętności. Są tacy, którzy potrafią policzyć każde działanie matematyczne w pamięci, są tacy, którzy potrafią opisać każde wspomnienie ze swojego życia tak, jakby to się wydarzyło wczoraj. Znajdą się również tacy, którzy potrafią stać na rękach, szybko biegać, wytrzymać pod wodą dwadzieścia minut czy gotować pyszności bez czytania co trzydzieści sekund przepisu w internecie. Ja sam, jakby dobrze poszukać, to mam kilka talentów. Podobno potrafię nieźle pisać, całkiem dobrze sobie utrudniam życie i jestem całkiem silny, ale najbardziej niespodziewanym talentem, a wręcz supermocą, jaką u siebie zauważyłem jest przyciąganie meneli.

12/31/2015

Życie boli #5 - Koniec roku...

Życie boli #5 - Koniec roku...

Jak co roku przyszedł ten cholerny grudzień i ludzie robią podsumowania, planują co w sobie zmienią w kolejnym roku, jak to będzie cudownie, jak będzie lepiej niż teraz. Gówno, nic się nie zmieni. Tylko data się zmieni i będzie się mylić zapisując ją tak gdzieś do lutego. Ja swojego roku nie będę podsumowywał, ale opowiem wam czego w grudniu nie lubię i co mnie wkurza w ludziach, którzy, jak ten cykl stara się pokazać, są debilami.

To czego nie lubię w grudniu zaczyna się już w... listopadzie.A w tym roku to już było całkowite przegięcie. O mniej więcej połowy listopada zaczęły się pojawiać ozdoby choinkowe, reklamy w tv, przyjechała ciężarków coca-coli i ogólnie wszyscy zaczęli srać świąteczną atmosferą (której i tak nie ma, nie oszukujmy się). Nie miałbym z tym problemu, bo są ludzie, którzy żyją świętami, dekorują domy, noszą te głupie swetry z reniferami, ale nie, kurwa, w listopadzie. Jest takie przysłowie, które mówi o tym, że co za dużo to nie zdrowo. Właśnie o to chodzi, kiedy te świąteczne ozdoby pojawiały się na dwa, no góry trzy tygodnie przed wigilią było miło, faktycznie człowiek się zaczynał cieszyć, że to już się zbliża. Jednak teraz, kiedy już wychodząc z cmentarza widzi się jak przedsiębiorcy szybko chowają znicze, a wyciągają mikołaje z czekolady, można się zrzygać. Przetrwałem oczojebne reklamy, w których wciskano mi zabawki przed mikołajkami, a potem przed gwiazdką (chociaż lego to bym przytulił) i wreszcie przyszła druga rzecz, która mnie na koniec roku irytuje.

Święta. Czyli w teorii miły czas w gronie rodzinnym, ciepła atmosfera i ogólnie same pozytywy. Ci wierzący jeszcze mają celebrację narodzin Zbawiciela, pasterkę, opłatek i modlitwy. W praktyce jednak zaczyna się szaleństwo. Szaleństwo niepotrzebnego wydawania pieniędzy. Bo tradycja nakazuje nagotowanie tych potraw, nie dosyć że dwanaście (liczby są różne w zależności od regionu), to jeszcze w ilości jak dla pułku wojska. Potem wyrzuca się tego jedzenia ogrom, no bo przecież ile może zjeść tych kilku wigilijnych gości? Kupuje się też prezenty. Nie mam nic do prezentów, ale niektórzy przesadzają. Mówią w wiadomościach o tym, że ludzie biorą kredyty na święta żeby kupić jedzenie (więcej niż potrzeba) i prezenty. No serio?! Zadłużasz się żeby dać komuś prezent? Jeszcze może mi powiesz, że komuś kogo nie za bardzo lubisz...
- A w sumie to nie lubię tej twojej ciotki, ale kupiłam jej ten szaliczek, ładnie będzie w nim wyglądać - mówi żona.
- Tak, zwłaszcza w trumnie - odpowiada mąż, który swojej cioci, ani świąt też za bardzo nie lubił.
A jak już te święta nadejdą to zaczyna się. Wiem, że tradycja już się zmienia powoli i odchodzi się od tego, że święta spędza się na siedząco przy korycie, ale do mojej rodziny jeszcze nowoczesność nie dotarła. I tak jak co roku zaczyna się w wigilię od jedzenia, potem prezenty, potem jedzenie, ciasto, jedzenie, spanie, jedzenie, jedzenie, trochę ciasta, telewizja, jedzenie, ciasto, jedzenie i nie zapominajcie o jedzeniu, no i drugi dzień świąt: jedzenie x5, ciasto i do domu. Wracam ze świąt (które w założeniu miały być relaksem) zmęczony straszliwie, fizycznie i psychicznie, z kilogramami niepotrzebnego jedzenia w kiszkach (a weź spróbuj nie jeść to się obrażą, że nie smakuje).

No i wreszcie na koniec, kiedy już się odpocznie od jedzenia i tego okrutnego lenistwa przychodzi moja "ulubiona" data. Sylwester! Dla mnie to dzień jak każdy inny, ale są ludzie, dla których koniec roku to powód do a) świętowania b) robienia postanowień c) zmiany swojego życia d) wszystkie odpowiedzi są poprawne i bardzo głupie. 
Zacznijmy od świętowania. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć to, że ktoś się cieszy z tego, że przeżył kolejny rok. Spoko, ale jest rok starszy. Żeby się jednak cieszyć z tego, że jest kolejny rok? No jakby wam to powiedzieć, lepiej nie będzie. Zresztą zmiana daty nie ma znaczenia, nic się nie zmienia w sekundę (no chyba, że zwykły pierd w kleksa). Ja wiem, że każda okazja jest dobra żeby się najebać jak prosię, ale nie ma co z tego robić wielkiego święta. Poza tym fajerwerki... Wydajesz 500 zł na to żeby przez jakiś czas było kolorowo i głośno na niebie? Też bardzo mądre postępowanie, naprawdę, tylko pamiętaj o bezpieczeństwie! Największe petardy należy odpalać z dłoni żeby przypadkiem nie wystrzeliła w kogoś stojącego obok, musisz dobrze celować dokładnie w górę. Jeśli chodzi o postanowienia to jaki związek z tym że (nie)rzucisz palenia, (nie)schudniesz czy (nie)pójdziesz na siłownię ma data w kalendarzu? "Nowy rok, nowa ja" też gówno prawda, jesteś jaka jesteś i już się nie zmienisz, a na pewno nie kiedy wybije północ 31 grudnia.

________________________________________________

No dobra, a teraz zupełnie serio. To był tekst raczej satyryczny, taki dla śmichu. Nie bierzcie tego do siebie. Życzę Wam żeby 2016 nie był Waszym ostatnim dobrym rokiem, żebyście mieli kupę kasy i szampan lał się nie tylko dziś. Jeśli sprawia wam to przyjemność to najebcie się jak trutnie, strzelajcie z petard aż Wam pourywają nie tylko palce i bawcie się. Sobie życzę żeby cały 2016 był tak dobry jak pierwsza połowa 2015 i w cholerę lepszy niż druga połowa. Najlepszego!

Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)


6/10/2015

Życie boli #1

Kiedyś bawiłem się w stand up i całkiem nieźle mi to wychodziło. Teraz gadać do kamery czy do mikrofonu mi się nie chce, ale może Wam będzie się chciało poczytać taki luźniejszy, ironiczny, bardziej stand up'wy właśnie tekst. Wszystko co będzie znajdowało się poniżej jest pisane dla żartów, ironicznie i celowo podkoloryzowane. Nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Jeśli ktoś ma za mało dystansu do świata i do siebie to też niech czyta, może się czegoś nauczy. Zapraszam!

Życie boli #1

Pewnie wiecie, że od czasu do czasu zdarza mi się podróżować komunikacją miejską. W ogóle z komunikacją miejską jest wesoło, a szczególnie latem. Tu nawet nie chodzi o to, że jest gorąco. Człowiek siedzi i pot mu się leje po dupie. Siedzisz i wiesz, że przed tobą na tym siedzeniu też siedział ktoś masakrycznie spocony. Ja mam tak, że wolę siedzieć na tym zajebiście niehigienicznym fotelu niż ustąpić miejsca jakiejś chamskiej babie. No więc siedzę i się pocę, bo pomimo otwartych okien powietrze nie wpada do środka. Zgadnijcie dlaczego? Bo jest, kurwa, gorąco! Na zewnątrz też, a jedziemy zbyt wolno żeby te otwarte okna coś dawały. Ponadto w tramwaju są wielkie okna. Po co? Żeby ludzie poczuli się jak pomidory w szklarni. Słońce grzeje przez szyby jeszcze bardziej i dzięki temu biedni ludzie mogą zażyć odrobiny luksusu jak w ciepłych krajach. Jak już jestem przy oknach. Wiadomo, że jeśli jest gorąco to wszystkie okna są otwarte, ale jest lato do cholery, a lato oznacza burze. Miałem taką sytuację, że siedziałem sobie w tramwaju, nagle pociemniało i zaczęło lać. Lało tak, że klękajcie narody. No i przez te wszystkie okna woda wpadała do środka. Kilku młodych chłopaków zaczęło zamykać te okna, ale zajęło to dobrą chwilę. W tym czasie starsza pani otworzyła sobie parasol i siedziała nadal na swoim fotelu. Miała jeszcze spojrzenie mówiące coś w stylu:
"Trzeba sobie radzić, mnie tam nic nie pada"
Na przystanku wsiadła inna kobieta i od razu rzuciła się na fotel. Siedzi chwilę, po czym wstaje i zaczyna wykrzykiwać:
"Co tu do cholery tak mokro?!"
"Może padał deszcz i ktoś nie zamknął okna?" - cisnęło się na usta.

Ale dajmy już spokój tym babom, nie każdy musi ogarniać działanie okien. Jest coraz cieplej, w tramwaju gorąco, więc ludzie zaczynają wydzielać swój słodki zapaszek. No i wyobraźcie sobie jak przyjemnie jest jechać wraz z kilkoma panami, którzy oprócz tradycyjnego zapachu przetrawionego alkoholu i papierosów wydzielają również zapach potu. Ja alergikiem nie jestem, ale oczy wtedy łzawią jak jasna cholera. Problem panów, którzy zazwyczaj mają z higieną na bakier można olać, bo oni i tak nic z tym nie zrobią. Najgorsze jest jednak to, że z pozoru czyści ludzie również niezbyt przyjemnie pachną kiedy wracają z pracy. Ja to rozumiem, ale znalazłem rozwiązanie. Oni po prostu myją się wieczorem! W lato, kiedy noce są gorące to nie ma najmniejszego sensu! Przecież mycie się wieczorem jest tak samo skuteczne jak podcieranie się przed sraniem! Jeśli umyliby się rano to ich ciało wytrzymałoby dłużej bez wydzielania zapachu. Pomyślcie nad tym.

I teraz, na sam koniec dzisiejszej historii, opowiem Wam co przydarzyło się dzisiaj. Wracam z uczelni. Muszę się przesiąść z jednego tramwaju w drugi. Wysiadam z tego pierwszego i widzę, że w oddali pojawił się już ten, na który miałem nadzieję zdążyć.
 "Super, nie będę musiał czekać!"
Idę na przystanek, a tam stoi już mój tramwaj. W głowie włączyło się buforowanie, ale nie zadziałało tym razem. Wskoczyłem do wagonu, usiadłem i jadę. Na każdym z przystanków jest coraz więcej ludzi. Drzwi się nie zamykają, nie ma już czym oddychać. Ktoś chciał komuś ustąpić miejsca i słyszę:
"Niech pan siedzi. Są młodsi, którzy mogą wstać."
"Człowieku, jeśli mówisz o mnie to nawet nie wiesz jak stary i zmęczony jestem wewnątrz. Ta zajebiście przystojna sylwetka to tylko pozory" - pomyślałem i siedziałem sobie dalej.
Ludzi jest coraz więcej, tramwaj ledwo ciągnie i w pewnym momencie, na zakręcie widzę drugi, dokładnie taki sam model. Dopiero wtedy zajarzyłem, że to ten drugi widziałem jak się wyłaniał w oddali, a ten pierwszy już czekał. Napadła mnie myśl.
"Ale wy jesteście głupi! Przecież z tyłu jedzie ten sam tramwaj, dokładnie w to samo miejsce i jest prawie pusty, a każdy jeden debil pcha się do tego pierwszego! Co za kretyni, kto was wpuścił do komunikacji miejskiej, jak wy możecie żyć nie myśląc........ Zaraz, przecież ja też jestem w pierwszym wagonie....."
Nie było tematu.
Oczywiście tramwaj po drodze miał awarię i i tak wszyscy musieli się przesiąść do tego z tyłu żeby w ogóle dojechać do domu.

Dzięki Wam bardzo. Na dzisiaj to tyle! Do poczytania!

Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Świt_Zmierzchu)