Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

swieta

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol. Pokaż wszystkie posty

7/04/2018

Życie boli #52 - Nawyki

Szanowni Czytelnicy,
może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale życie człowieka w dużej mierze składa się z nawyków. Poranna kawa a do niej papierosek? To nawyk, który rozpoczyna dzień znacznej części naszego społeczeństwa. Dzisiaj zastanowimy się nad tym skąd się te nawyki mogą wziąć, czy da się ich pozbyć lub zmienić oraz jak nasz organizm reaguje kiedy ktoś nam przeszkodzi w zachowaniu się zgodnie z nawykiem.

Myśl o tym, że moje życie składa się z nawyków wpadła mi do głowy już jakiś czas temu. Dokładniej rzecz biorąc w momencie, w którym się nie wyspałem totalnie, bo ułożyłem pościel inaczej niż zazwyczaj. Usiadłem więc, jak to mam w zwyczaju, do głębokiej analizy swojego zachowania z poprzedniego wieczoru i wyszło mi, że zamieniłem kolejność układania pościeli. Czy to miało jakikolwiek fizyczny wpływ na sen? Absolutnie nie, ale psychicznie miało ogromny. Czy tak może być też z innymi nawykami?

11/29/2017

Życie boli #32 - Wszystkiego w życiu należy spróbować?

Szanowni Czytelnicy,
jestem przekonany, że maksymę "wszystkiego w życiu należy spróbować" słyszał każdy z Was. Myślę też, że wielu z Was wypowiedziało ją osobiście. Postanowiłem się zatem zastanowić skąd taka maksyma się wzięła i co przeciętni ludzie rozumieją pod pojęciem "wszystko" w tym zdaniu. Temat może wydawać się błahy, ale (jak już zapewne wiedzą Ci, którzy czytają mnie częściej) w mojej wyobraźni nie ma błahych tematów i każdy z nich mogę rozwinąć w stronę, której nikt się nie spodziewa.

Można się spierać czy człowiek żyje tylko raz czy może istnieje reinkarnacja, ale trzeba się z godzić z tym, że ile by razy nie żył to raczej nie pamięta tego co robił poprzednio. Dlatego też i dlatego, że życie nie jest za długie (a przynajmniej czas, w którym rzeczywiście możemy z tego życia korzystać bez obaw) ludzie mają naturalny pęd do odkrywania świata, są po prostu ciekawi tego co wyniknie z danej sytuacji, co się stanie jeśli postąpią tak i jak się będą czuli jeśli zrobią co innego. Zresztą dzięki takiej wrodzonej ciekawości, w którą zaopatrzony jest nasz gatunek możemy cieszyć się rozwojem technologii i nauki. Nawet podstawowe, już teraz, rzeczy musiały zostać zapoczątkowane przez takie nadmiernie ciekawskie osobniki. W końcu ktoś pierwszy musiał wsadzić łapę do ognia i przekonać się, że się można oparzyć. Ktoś musiał zjeść trujące rzeczy żebyśmy teraz wiedzieli, że są trujące. Wreszcie ktoś musiał śledzić niedźwiedzia, który wyjada miód z ula, a potem zrobić to własnoręcznie i zostać pożądlonym. Już wtedy, naszym dalekim przodkom przyświecała nasza tytułowa maksyma.

12/31/2015

Życie boli #5 - Koniec roku...

Życie boli #5 - Koniec roku...

Jak co roku przyszedł ten cholerny grudzień i ludzie robią podsumowania, planują co w sobie zmienią w kolejnym roku, jak to będzie cudownie, jak będzie lepiej niż teraz. Gówno, nic się nie zmieni. Tylko data się zmieni i będzie się mylić zapisując ją tak gdzieś do lutego. Ja swojego roku nie będę podsumowywał, ale opowiem wam czego w grudniu nie lubię i co mnie wkurza w ludziach, którzy, jak ten cykl stara się pokazać, są debilami.

To czego nie lubię w grudniu zaczyna się już w... listopadzie.A w tym roku to już było całkowite przegięcie. O mniej więcej połowy listopada zaczęły się pojawiać ozdoby choinkowe, reklamy w tv, przyjechała ciężarków coca-coli i ogólnie wszyscy zaczęli srać świąteczną atmosferą (której i tak nie ma, nie oszukujmy się). Nie miałbym z tym problemu, bo są ludzie, którzy żyją świętami, dekorują domy, noszą te głupie swetry z reniferami, ale nie, kurwa, w listopadzie. Jest takie przysłowie, które mówi o tym, że co za dużo to nie zdrowo. Właśnie o to chodzi, kiedy te świąteczne ozdoby pojawiały się na dwa, no góry trzy tygodnie przed wigilią było miło, faktycznie człowiek się zaczynał cieszyć, że to już się zbliża. Jednak teraz, kiedy już wychodząc z cmentarza widzi się jak przedsiębiorcy szybko chowają znicze, a wyciągają mikołaje z czekolady, można się zrzygać. Przetrwałem oczojebne reklamy, w których wciskano mi zabawki przed mikołajkami, a potem przed gwiazdką (chociaż lego to bym przytulił) i wreszcie przyszła druga rzecz, która mnie na koniec roku irytuje.

Święta. Czyli w teorii miły czas w gronie rodzinnym, ciepła atmosfera i ogólnie same pozytywy. Ci wierzący jeszcze mają celebrację narodzin Zbawiciela, pasterkę, opłatek i modlitwy. W praktyce jednak zaczyna się szaleństwo. Szaleństwo niepotrzebnego wydawania pieniędzy. Bo tradycja nakazuje nagotowanie tych potraw, nie dosyć że dwanaście (liczby są różne w zależności od regionu), to jeszcze w ilości jak dla pułku wojska. Potem wyrzuca się tego jedzenia ogrom, no bo przecież ile może zjeść tych kilku wigilijnych gości? Kupuje się też prezenty. Nie mam nic do prezentów, ale niektórzy przesadzają. Mówią w wiadomościach o tym, że ludzie biorą kredyty na święta żeby kupić jedzenie (więcej niż potrzeba) i prezenty. No serio?! Zadłużasz się żeby dać komuś prezent? Jeszcze może mi powiesz, że komuś kogo nie za bardzo lubisz...
- A w sumie to nie lubię tej twojej ciotki, ale kupiłam jej ten szaliczek, ładnie będzie w nim wyglądać - mówi żona.
- Tak, zwłaszcza w trumnie - odpowiada mąż, który swojej cioci, ani świąt też za bardzo nie lubił.
A jak już te święta nadejdą to zaczyna się. Wiem, że tradycja już się zmienia powoli i odchodzi się od tego, że święta spędza się na siedząco przy korycie, ale do mojej rodziny jeszcze nowoczesność nie dotarła. I tak jak co roku zaczyna się w wigilię od jedzenia, potem prezenty, potem jedzenie, ciasto, jedzenie, spanie, jedzenie, jedzenie, trochę ciasta, telewizja, jedzenie, ciasto, jedzenie i nie zapominajcie o jedzeniu, no i drugi dzień świąt: jedzenie x5, ciasto i do domu. Wracam ze świąt (które w założeniu miały być relaksem) zmęczony straszliwie, fizycznie i psychicznie, z kilogramami niepotrzebnego jedzenia w kiszkach (a weź spróbuj nie jeść to się obrażą, że nie smakuje).

No i wreszcie na koniec, kiedy już się odpocznie od jedzenia i tego okrutnego lenistwa przychodzi moja "ulubiona" data. Sylwester! Dla mnie to dzień jak każdy inny, ale są ludzie, dla których koniec roku to powód do a) świętowania b) robienia postanowień c) zmiany swojego życia d) wszystkie odpowiedzi są poprawne i bardzo głupie. 
Zacznijmy od świętowania. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć to, że ktoś się cieszy z tego, że przeżył kolejny rok. Spoko, ale jest rok starszy. Żeby się jednak cieszyć z tego, że jest kolejny rok? No jakby wam to powiedzieć, lepiej nie będzie. Zresztą zmiana daty nie ma znaczenia, nic się nie zmienia w sekundę (no chyba, że zwykły pierd w kleksa). Ja wiem, że każda okazja jest dobra żeby się najebać jak prosię, ale nie ma co z tego robić wielkiego święta. Poza tym fajerwerki... Wydajesz 500 zł na to żeby przez jakiś czas było kolorowo i głośno na niebie? Też bardzo mądre postępowanie, naprawdę, tylko pamiętaj o bezpieczeństwie! Największe petardy należy odpalać z dłoni żeby przypadkiem nie wystrzeliła w kogoś stojącego obok, musisz dobrze celować dokładnie w górę. Jeśli chodzi o postanowienia to jaki związek z tym że (nie)rzucisz palenia, (nie)schudniesz czy (nie)pójdziesz na siłownię ma data w kalendarzu? "Nowy rok, nowa ja" też gówno prawda, jesteś jaka jesteś i już się nie zmienisz, a na pewno nie kiedy wybije północ 31 grudnia.

________________________________________________

No dobra, a teraz zupełnie serio. To był tekst raczej satyryczny, taki dla śmichu. Nie bierzcie tego do siebie. Życzę Wam żeby 2016 nie był Waszym ostatnim dobrym rokiem, żebyście mieli kupę kasy i szampan lał się nie tylko dziś. Jeśli sprawia wam to przyjemność to najebcie się jak trutnie, strzelajcie z petard aż Wam pourywają nie tylko palce i bawcie się. Sobie życzę żeby cały 2016 był tak dobry jak pierwsza połowa 2015 i w cholerę lepszy niż druga połowa. Najlepszego!

Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)


10/17/2015

Życie boli #4 - Wczorajsi w EskaTV

Życie boli #4 - Wczorajsi w EskaTV
 


Już pewną tradycją tego cyklu stało się to, że omawiam w nim staropolską zasadę „ludzie to debile”. To nie jest tak, że ja celowo wybieram takie tematy żeby pasowały do tej bogatej sentencji. Po prostu życie udowadnia, że tak właśnie jest. Historia, którą Wam przedstawię dziś będzie nosić w sobie pewne przesłanie, także uważajcie czytając, bo możecie go nie wyłapać.

Zacznijmy od wyjaśnienie kwestii tego, że oprócz sportu i kilku, dosłownie kilku, programów nie oglądam telewizji. Niestety w tym momencie jestem chory. Przyplątał się jakiś wirus, który pewnie złapałem od jakiejś bardzo atrakcyjnej koleżanki i niestety leżę w łóżku prawie umierając. Leżąc obłożnie chorym (jak to facet z katarem) włączyłem telewizor i skakałem po kanałach. Coś tam obejrzałem, chwilę przysnąłem i znowu trochę pooglądałem i nagle, tuż przed wyłączeniem odbiornika i pójściem spać na dobre, zobaczyłem na EskaTV program „Wczorajsi”. 

Dla tych, którzy nie wiedzą o czym jest ten program już spieszę z wyjaśnieniami. Ekipa EskaTV idzie z delikwentem na imprezę i nagrywa jak dana osoba się „bawi”. Na drugi dzień pokazują tej osobie film z melanżu, a ona przeżywa jak mogła coś takiego zrobić. Ja sam jestem abstynentem, nie imprezuję też, więc nie wiem jak to do końca wygląda od wewnątrz. Nie jest łatwo mnie zaskoczyć, a zszokować to już się naprawdę bardzo rzadko udaje, a jednak jak zobaczyłem co ekipa Eski nagrała na imprezie w klubie to opadła mi szczęka i złapałem się za głowę.

Koleś nawalony jak szpadel wyrzucił z ósmego piętra gaśnicę, którą wcześniej odpalił w domu. Gruba kobieta wypiła tyle, że nie mogła mówić, ale to wszystko nic, to działo się w domu, nikt nie zginął, więc nie to mnie tak wzburzyło. Za to ta historia mnie wyprowadziła z równowagi tak, że mimo gorączki nie mogłem zasnąć. W klubie laska pije jednego za drugim, niby tańczy w międzyczasie, ale niewiele jej tego alkoholu wyparowuje. Przewraca się na tych szpilkach, wpada w łapy facetów, tańczy z nimi tak, że w filmach porno tak się nie ocierają (nie widziałem, koledzy mi opowiadali), gdyby nie koleżanka to z czterema by się puściła, chciała się bić z kimś, kogo widziała tylko w pijackim omamie, zaczepiała mężczyzn idących spokojnie ulicą. Gdyby nie jej koleżanka, która trzymała się sporo lepiej, to mimo, że miała chłopaka, skończyła by nabita na kogoś innego. Weszła do łazienki i nie kontrolowała się na tyle, że osikała sobie spódnicę z tyłu. Kiedy zaliczyła zgon koleżanka odwiozła ją do domu. Oczywiście kiedy ta gwiazda oglądała materiał płakała i zarzekała się, że więcej czegoś takiego nie zrobi, w co ani prowadzący, ani je nie uwierzyliśmy. 

I teraz to przesłanie, które od razu przyszło mi do głowy. Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że kobiety również mogą dużo wypić. Widziałem to na własne oczy i już wtedy mnie to przeraziło, ale byłem przy tym, wszystko miałem pod kontrolą i nie zastanawiałem się nad sprawą jakoś głębiej. Dopiero wczoraj pod wpływem wczorajszego programu pomyślałem nad tym skąd u facetów biorą się obawy, kiedy ich damy wchodzą z domu bez nich. Każdy facet ma w głowie obraz, który ja zobaczyłem w programie „Wczorajsi”. Nie twierdzę, że wszystkie dziewczyny tak robią, ale jednak my nie widzimy, Drogie Panie, tego co wy tam robicie. A „no zapytaj koleżanek, jeśli mi nie wierzysz” nie wiele pomaga. To jest tak samo wiarygodne jak Wasze pytanie naszych kolegów czy u nich nocowaliśmy. Do ilu byście nie zadzwoniły tylu potwierdzi, że byliśmy na noc i co więcej, nadal u nich jesteśmy. Tutaj nawet nie chodzi o zdradę, to jest najmniejszy problem w tym wszystkim. W stanie w jakim możecie się znaleźć, możecie zostać porwane, pobite, zgwałcone, okradzione, a my się o to martwimy. Dlatego jeśli Wasz mężczyzna jest zły, bo wybieracie się gdzieś bez niego, to nie miejcie mu tego za złe. On po prostu się martwi, a że faceci o uczuciach nie rozmawiają chętnie to będzie chodził wewnętrznie wkurwiony jak dzik, nie będzie spał, dopóki nie wrócicie do domu, a w międzyczasie będzie się zastanawiał, aż do szaleństwa, o tym co w danej chwili robicie. 

Tyle ode mnie. Nie jestem autorytetem w żadnym temacie, ale jednak może ktoś po przeczytaniu tego tekstu co nieco przemyśli. 


Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)