Szanowni Czytelnicy,
w roku 2002 do kin trafił film w reżyserii Marka Koterskiego, który w moment stał się ikoną polskiej kinematografii. "Dzień Świra", bo o tym filmie mowa, reklamowany był jako komedia obyczajowa i młody ja, oglądający go niedługo po premierze, zaśmiewał się niemal na każdej scenie. Dopiero z wiekiem, z doświadczeniem i z każdym kolejnym powrotem do tego filmu utwierdzam się w przekonaniu, że od komedii "Dzień Świra" leży bardzo daleko.
Rynek filmowy produkuje nowe produkcje z taką częstotliwością, że nie mam czasu na wracanie do klasyków. Postanowiłem sobie, że nie będę tracił czasu na wracanie tego, co już widziałem. Jednak jest kilka filmów, od których uciec nie mogę. Wśród nich jest "Fight Club", "Rocky" i właśnie "Dzień Świra". Dzisiaj, kiedy po raz kolejny wracałem na czwarte piętro sprawdzić czy zamknąłem drzwi, uświadomiłem sobie, że warto by było się zastanowić nad tym ile z naszego życia Marek Koterski zmieścił w "Dniu Świra".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
9/05/2018
10/11/2017
Życie boli #25 - Czy artysta pracuje?
Szanowni Czytelnicy,
zdarzyło mi się kilka razy natrafić na zarzuty, że jak ktoś jest artystą to nic nie robi, a już na pewno nie wie co to prawdziwa praca. Że jak jest artystą i jeszcze zarabia kasę to nie ma prawa narzekać, mieć jakichś depresji czy innych wymysłów, bo przecież nic nie robi a kasę trzepie. Kiedy zobaczyłem taką opinię kilka razy stwierdziłem, że to jakieś jednostkowe przypadki. Jednak coraz częściej spotykałem coś takiego i postanowiłem się na tą myślą pochylić. Dlatego spróbujmy się razem zastanowić czy artysta, taki zupełny, stuprocentowy artysta, wie co to praca i czy ma na co narzekać.
Po pierwsze trzeba się zastanowić czym jest taki statystyczny artysta. Kiedyś usłyszałem gdzieś zdanie, że na świecie są trzy rodzaje ludzi: kobiety, mężczyźni i artyści. W zasadzie można się z takim stwierdzeniem zgodzić. Nie chodzi tutaj o płeć, po prostu o to, ze każdy (co do zasady) artysta jest trochę odklejony od rzeczywistości, jakby nie był zwykłym człowiekiem. Czy to dobrze? Ma to swoje plusy i minusy. Zdecydowanym plusem jest to, że dzięki temu odklejeniu od rzeczywistości może tworzyć rzeczy, o których normalny człowiek by nie pomyślał. Posiada tez inną wrażliwość, dzięki czemu jego sztuka trafia do ludzi bez podziału na płeć. Mają też, co oczywiste, większą wyobraźnię, kreatywność, ale niestety przez to są też mniej zaradni życiowo i częściej nie radzą sobie z problemami. Wiedza, wyobraźnia i ciągła analiza świata sprawia, że częściej są też podatni na uzależnienia oraz depresje.
zdarzyło mi się kilka razy natrafić na zarzuty, że jak ktoś jest artystą to nic nie robi, a już na pewno nie wie co to prawdziwa praca. Że jak jest artystą i jeszcze zarabia kasę to nie ma prawa narzekać, mieć jakichś depresji czy innych wymysłów, bo przecież nic nie robi a kasę trzepie. Kiedy zobaczyłem taką opinię kilka razy stwierdziłem, że to jakieś jednostkowe przypadki. Jednak coraz częściej spotykałem coś takiego i postanowiłem się na tą myślą pochylić. Dlatego spróbujmy się razem zastanowić czy artysta, taki zupełny, stuprocentowy artysta, wie co to praca i czy ma na co narzekać.
Po pierwsze trzeba się zastanowić czym jest taki statystyczny artysta. Kiedyś usłyszałem gdzieś zdanie, że na świecie są trzy rodzaje ludzi: kobiety, mężczyźni i artyści. W zasadzie można się z takim stwierdzeniem zgodzić. Nie chodzi tutaj o płeć, po prostu o to, ze każdy (co do zasady) artysta jest trochę odklejony od rzeczywistości, jakby nie był zwykłym człowiekiem. Czy to dobrze? Ma to swoje plusy i minusy. Zdecydowanym plusem jest to, że dzięki temu odklejeniu od rzeczywistości może tworzyć rzeczy, o których normalny człowiek by nie pomyślał. Posiada tez inną wrażliwość, dzięki czemu jego sztuka trafia do ludzi bez podziału na płeć. Mają też, co oczywiste, większą wyobraźnię, kreatywność, ale niestety przez to są też mniej zaradni życiowo i częściej nie radzą sobie z problemami. Wiedza, wyobraźnia i ciągła analiza świata sprawia, że częściej są też podatni na uzależnienia oraz depresje.
8/23/2017
Życie Boli #20 - Zatwardzenie twórcze
Szanowni Czytelnicy,
dzisiejszy tekst miał być zupełnie o czym innym, ale nie będzie. Miałem Wam tutaj napisać poradnik o tym jak zostać mistrzem autoironii, sarkazmu i dystansu do siebie i świata, ale Wam nie napiszę. Może przeczytacie o tym w innym terminie, natomiast dzisiaj zapoznam Was ze straszliwą przypadłością, na którą zdarza się cierpieć artystom. Postaram się przybliżyć Wam ten stan po to, byście nie myśleli sobie, że Wasz ulubiony pisarz, muzyk, fotograf się obija i ma gdzieś wszystkich swoich fanów. Po przeczytaniu tego tekstu będziecie brać pod uwagę również to, że mógł poważnie zachorować. Może właśnie dlatego Martin nie wydaje kolejnych części "Pieśni Lodu i Ognia" (a nie dlatego, że przewala na głupoty kasę z HBO)?
Choroba ta, która zbiera corocznie ogromne żniwo, to zatwardzenie twórcze. Czym się objawia? To zależy od formy i od stadium jakie to podstępne choróbsko przybrało. Jeżeli postać jest lekka to objawia się to brakiem chęci do tworzenia czegoś nowego. Zdarza się, że uda się w czasie choroby coś z siebie wycisnąć, ale nie będzie to tworzone z polotem i werwą. Natomiast jeśli postać jest już ciężka to, oprócz niechęci do tworzenia, pojawia się również brak pomysłów. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że jeśli uda się coś stworzyć w trakcie zatwardzenia twórczego to autor będzie wybitnie z tego niezadowolony.
dzisiejszy tekst miał być zupełnie o czym innym, ale nie będzie. Miałem Wam tutaj napisać poradnik o tym jak zostać mistrzem autoironii, sarkazmu i dystansu do siebie i świata, ale Wam nie napiszę. Może przeczytacie o tym w innym terminie, natomiast dzisiaj zapoznam Was ze straszliwą przypadłością, na którą zdarza się cierpieć artystom. Postaram się przybliżyć Wam ten stan po to, byście nie myśleli sobie, że Wasz ulubiony pisarz, muzyk, fotograf się obija i ma gdzieś wszystkich swoich fanów. Po przeczytaniu tego tekstu będziecie brać pod uwagę również to, że mógł poważnie zachorować. Może właśnie dlatego Martin nie wydaje kolejnych części "Pieśni Lodu i Ognia" (a nie dlatego, że przewala na głupoty kasę z HBO)?
Choroba ta, która zbiera corocznie ogromne żniwo, to zatwardzenie twórcze. Czym się objawia? To zależy od formy i od stadium jakie to podstępne choróbsko przybrało. Jeżeli postać jest lekka to objawia się to brakiem chęci do tworzenia czegoś nowego. Zdarza się, że uda się w czasie choroby coś z siebie wycisnąć, ale nie będzie to tworzone z polotem i werwą. Natomiast jeśli postać jest już ciężka to, oprócz niechęci do tworzenia, pojawia się również brak pomysłów. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że jeśli uda się coś stworzyć w trakcie zatwardzenia twórczego to autor będzie wybitnie z tego niezadowolony.
Etykiety:
artysta,
bednarek,
choroba,
depresja,
drive,
felieton,
fight club,
gniew,
gra o tron,
layers of fear,
martin,
nastrój,
new retro wave,
objawy,
pieśń lodu i ognia,
the wall,
wahania,
życie
Subskrybuj:
Posty (Atom)


