Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

swieta

8/25/2016

Nie - najlepsze Igrzyska w Rio

Szanowni Czytelnicy,

ostatnio była tutaj cisza, a to ze względu na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Jestem kibicem sportu, co już pewnie wiecie, a Igrzyska to taka kulminacja, którą oglądam od deski do deski. Teraz oczywiście zarywałem nocki oglądając sporty, które popularne nie są. Oczywiście najbardziej skupiałem się na występach polskich sportowców. Postaram się w tym teksie, w sposób całkowicie subiektywny, podsumować to co się w Rio działo. Jeśli jesteście ciekawi mojego zdania to zapraszam do lektury.

Rio wzbudzało emocje jeszcze przed ceremonią otwarcia. Powody były dwa. Po pierwsze: Brazylia. Kto cokolwiek słyszał o Rio i generalnie o całej Brazylii temu przez myśl przebiegało to, że Igrzyska w takim kraju mogą się nie udać. Dlaczego? Ano dlatego, że są tam fawele, jest bieda, mieli problemy z budową aren olimpijskich, wioska wyglądała na niedokończoną nawet wtedy kiedy byli w niej już sportowcy. Rząd brazylijski nie bardzo też sobie radził z wydatkami na tę imprezę, co z kolei bardzo irytowało mieszkańców, a to przy latynoskim charakterze mogło wróżyć zamieszkami.

Drugim powodem była Rosja, a raczej systemowy doping w rosyjskim sporcie. Moje zdanie jest takie, że żaden sportowiec, któremu udowodniono stosowanie niedozwolonych środków, nie powinien mieć prawa występowania w zawodach. Dyskwalifikacje powinny być dożywotnie i koniec. Co prawda lekarzem nie jestem, ale dowiadywałem się z paru źródeł, że nawet odstawiony doping wpływa na wyniki. Jeśli kiedyś brał, to to co wypracował przy pomocy dopingu już w nim zostanie jeśli będzie trenował nadal, nawet na czysto. Moim zdaniem wykluczenie wszystkich sportowców rosyjskich byłoby najlepszą opcją, ale nie można by wtedy tylko skończyć na Rosji. Oprócz nich trzeba by było wyrzucić Białoruś i inne byłe republiki radzieckie, kilka reprezentacji z Afryki (głównie Kenia) i mnóstwo pojedynczych sportowców z innych krajów. Najlepszym przypadkiem jest Justin Gatlin, sprinter z USA, którego zawieszali dwukrotnie, a mimo to w Rio biegał.

MKOL nie zdecydował się wyrzucić całej reprezentacji Rosji, mówiąc dosadnie, umył od tego ręce. Thomas Bach, który ma interesy w Rosji i jest przewodniczącym MKOLu pozostawił decyzję poszczególnym stowarzyszeniom sportowym. Kilka z nich, między innymi światowa federacja lekkoatletyczna, skorzystała z tej opcji i Rosjan usunęła w całości. Kontrowersje? Zgadza się, ale moim zdaniem powinno się iść dalej w tym kierunku i wyrzucać kolejne kraje, które wspierają doping.

Na szczęście wraz z ceremonią otwarcia wszelkie kontrowersje opadły i zaczęło się święto sportu. Nie będę tutaj opisywał występów poszczególnych Polaków, bo większości nawet nie znacie i nie mieliście pojęcia, że w Rio byli, skupię się tylko na tych najważniejszych.

Statystycznie były to najlepsze Polskie Igrzyska w XX wieku, bo pierwszy raz od Sidney udało się przekroczyć liczbę dziesięciu medali, ale biorąc pod uwagę wartość tych medali to już tak kolorowo nie było. Zresztą mniejsza z tym, bo 38 milionowy kraj nie powinien się cieszyć z tak małej ilości medali. O medalistach nie napiszę nic, oprócz tego, że bardzo im dziękuję za piękne emocje i wielki szacunek za to co osiągnęli.

Nie napiszę też o faworytach, którzy nie wytrzymali presji, pękli psychicznie. To da się pokonać, trzeba tylko udać się do odpowiedniego specjalisty. Napiszę jednak o dwóch mistrzach intelektu, którzy dali się wkręcić w doping przed najważniejszą imprezą czterolecia. Mowa oczywiście o braciach Zielińskich, którzy zamiast podnosić ciężary w Rio woleli ponieść swoje walizki do samolotu, po tym jak zostali wyrzuceni z wioski olimpijskiej. Nie wiem co by mi się musiało stać żeby mając talent i umiejętności stać się tak głupim żebym sięgnąć po doping. Gdyby trener mnie do tego namawiał to bym zmienił trenera. Proste rozwiązanie!

W ostatnich dniach igrzysk kontrowersje ponownie powróciły. Stało się to w biegu na 800 metrów kobiet, w którym to nie startowały jedynie kobiety! Szok, nie? W finale na trzech pierwszy miejscach do mety dobiegły "panie", które z kobiecym wyglądem miały tyle wspólnego co ja z wyglądem Hardcorowego Koksa. Sam wygląd to jednak nie problem, bo te "kobitki" mają też poziom testosteronu wielki jak olbrzymi, łysi harleyowcy. Same jednak nie widzą w tym nic złego, że wygrywają z drobniutkimi kobietami, w których jednak króluje estrogen. Czy władze światowej federacji lekkoatletycznej zrobią coś z facetami bijącymi kobiety? Nie wiem, podejrzewam, że nic z tym nie zrobią. A dlaczego? Bo Lamine Diack, przewodniczący IAAF jest z Afryki, a tylko w Afryce mają problem z poziomem męskich hormonów u biegaczek.

Tak całkiem już podsumowując to mi się te Igrzyska podobały mnie niż te w Londynie. Począwszy od ceremonii otwarcia i zamknięcia, poprzez sposób rozplanowania terminarza zawodów, kończąc na oszustwach sędziowskich. To były całkiem udane Igrzyska, nie twierdzę inaczej, ale jednak Londynu nie pokonały. Czekamy teraz do Tokio, to już za cztery lata!

Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)

7/31/2016

Życie boli #11 - Ciężkie życie pakera



Szanowni Czytelnicy,

raczej nie jesteście tego świadomi, bo nie wstawiam postów na fb, nie opowiadam o tym każdemu, nie robię sobie selfików w szatni czy przed lustrem z napiętym bickiem, nie udostępniam postów o odżywkach, motywacji czy innych bredniach, ale chodzę na siłownię. I to nie tylko chodzę, ale nawet na niej ćwiczę! Szok, nie? Da się ćwiczyć na siłowni bez robienia tych niepotrzebnych rzeczy, o których wspominałem wyżej! Jak już otrząsnęliście się z szoku to poczytajcie jakie ciekawe typy osobowości spotkałem na siłowni.

Wbrew pozorom innym trenującym nie bardzo przeszkadzają te „fitfriki”, które cały czas rozmawiają o dietach, odżywkach, ćwiczeniach i innych tego typu rzeczach. Oni drażnią, i to bardzo, ale poza siłownią. Na samej sali nie mają czasu na gadanie, bo robią swój trening według zegarka. Starannie zaplanowana trzydziestosekundowa przerwa między jedną serią a drugą nie może być zakłócona choćby zamienieniem zdania z kimkolwiek. 

Drugą grupą, która się wyróżnia są koksy. Jak wygląda koks każdy wie, ale jak trenuje? Rzeczony koks ma swoje gniazdko. Wybiera sobie miejsce, w którym musi być ławeczka (jak nie ma to ją przyniesie), lustro i jakiś stoliczek w którym może sobie położyć telefon, zeszyt z programem treningowym i jakiś bidonik z białkiem. Do swojego gniazdka ściąga największe hantle jakie tylko są i wszystko inne co ciężkie. Ćwiczy wydając z siebie dzikie dźwięki (sapanie, dyszenie, rzucanie kurwami) wprost proporcjonalne do obecności ładnych kobiet na siłowni. Oczywiście po treningu jest tak bardzo zmęczony, ale to tak bardzo, że to całe swoje gniazdo zostawia i idzie do szatni. 

Jest też typ wyjątkowy, spotkałem tylko jeden taki przypadek, ale uśmiałem się z niego do łez, a bardziej niż z niego to z konsekwencji z jaką postępuje. Ciężko ten typ określić jednym słowem, chodzi o człowieka, który wchodzi na siłownię już ubrany w strój mniej więcej sportowy, nawet się nie przebiera i idzie na salę. Tam bez żadnej rozgrzewki ćwiczy 15 minut podnosząc sztangę czy hantle i wychodzi. Co mu to daje? Po co płaci za karnet? Po co istnieje i dokąd zmierza? Nie wiem, bo do nikogo nie odzywa się poza standardowym pytaniem „dużo ci jeszcze zostało?” kiedy ktoś ośmieli się zająć jego ławeczkę.

Niby-trener to człowiek, który chyba wkurza najbardziej. A już na pewno jest w pierwszej trójce. Taki oto niby-trener uważa, że skoro ogląda vlogi sportowców, ma lajknięte miliony fanpejdży o siłowni to może doradzać każdemu jak profesjonalista. Podchodzi taki i zaczyna: „widziałem, że robiłeś serie na tej maszynie, powinieneś bardziej prostować łokcie, bo jak nie to…”. Nie twierdzę, że zawsze rada takiego człowieka jest do dupy, ale kiedy zagaduje do każdego wyliczając mu błędy, to robi się natrętny niczym komar w nocy.
Dupeczki! Tak jest! Ten typ nie wkurza, ale rozprasza. Bardzo łatwo nabawić się jakiejś kontuzji kiedy na sali pojawia się taka dupeczka. Czym ona się charakteryzuje? Słuchawki w uszach, spodenki albo bardzo obcisłe, albo bardzo krótkie. Koszulka albo bardzo obcisła, albo luźna i krótka, ale obowiązkowo musi być głęboki dekolt. 

Oczywiście zjawia się też męski odpowiednik. Ten dzieli się na dwa rodzaje. Pasywny, który jest ubrany w obcisłą koszulkę, która odkrywa jego wielkie mięśnie, przechadza się obok dziewczyn, ewentualnie podnosi wielkie ciężary żeby zwrócić na siebie uwagę. Aktywny, ten jest dużo gorszy, który mało co ćwiczy, a chodzi i zagaduje. Tutaj jej powie, że ładnie wygląda, tutaj podpowie jak ustawić plecy przy ćwiczeniach, tutaj podrzuci pomysł na ćwiczenie, tutaj zaprosi na kawę, a najlepsze jest to, że nie zraża go nawet to, że dziewczyna ma słuchawki i nie słyszy (albo olewa) to co on mówi. 

Są jeszcze okupanci. Tacy ludzie zajmują jedną maszynę przez dobre pół godziny, robią tam miliony serii po miliony powtórzeń, nie dopuszczając nikogo nawet na chwilę. W przerwach między tym milionem serii siedzą sobie na maszynie, dalej ją zajmując, i bawią się telefonem.  Na pytanie czy można wejść na jedną serię albo nie odpowiadają wcale i zaczynają ćwiczyć, albo odpowiadają, że jasne, ale jak skończy. 

No i na sam koniec dorzucę normalnych, którzy ćwiczą w sposób kulturalny, myślą, odkładają sprzęty na miejsce, nie zajmują maszyn, nie gadają bzdur, z którymi można porozmawiać w przerwach między ćwiczeniami, wymienić poglądy, poobgadywać innych. A Wy którym typem jesteście? Może dorzucilibyście coś do tej listy? Piszcie śmiało! 

Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)

7/17/2016

Życie boli #10 - Fenomen Pokemon Go

Szanowni Czytelnicy,

czym jest gra Pokemon Go chyba wszyscy już wiedzą. A jak ktoś w ostatnich kilku dniach spał w niedźwiedziej jaskini to spieszę rozwiać mgłę niewiedzy. Jest to aplikacja, która pozwala użytkownikowi łapać Pokemony spacerując po mieście ze smartfonem w ręku. Poruszacie się po ulicach własnego miasta, gdzie losowo generowane są Pokemony, w które trzeba rzucić wirtualnym Pokeballem mieszczącym się na ekranie smartfonu (a nie telefonem, jak niektóre bystrzaki). Są Poke Gymy, w których walczy się z innymi trenerami i ten prosty system stał się światowym hitem.

Ja byłem dzieciakiem, który rzucał wszystko i biegł z podwórka przed telewizor żeby oglądać Pokemony. Zbierałem tazosy z chipsów, zbierałem karty (miałem nawet cały zestaw z Niemiec, co w tamtych czasach było rzadkością), miałem, a nawet chyba gdzieś jeszcze mam, figurkę Pikachu, grałem w Pokemony na GBA, na komputerze, szalałem za tym jak głupi, ale takiego szału jaki wywołała aplikacja Pokemon Go jeszcze nie przeżyłem.

Aplikacja przebiła swoją popularnością Tindera, czyli aplikację, w której można znaleźć sobie drugą połówkę. Liczbą wyszukiwań w google przebiła strony z filmami erotycznymi. Wiecie co to oznacza? Oznacza to, że ludzie wolą zbierać wirtualne zwierzątka niż zaspokajać seksualne potrzeby. Widziałem też co się działo w jednym z amerykańskich miast kiedy w parku pojawił się rzadki Pokemon. Ludzie zatrzymywali się samochodami tworząc korki, przepychali się, zablokowali miasto, tylko po to żeby zgarnąć Pokemona.

Ja to nawet rozumiem, ja to popieram, niech sobie ludzie kolekcjonują co chcą. Ja zbieram inne rzeczy, o których kiedyś tam napiszę, ale niech ci ludzie przy tym myślą. Jestem zwolennikiem racjonalnego myślenia, naprawdę zachęcam ludzi do używania mózgu. Niech sobie łapią co sobie chcą, byle mi tylko żaden w poszukiwaniu Rattaty nie wlazł pod koła samochodu, albo nie próbował łazić mi po działce, bo jest tam Pidgey.

Ja sam nie zamierzam grać w Pokemony, bo też tyle nie chodzę żebym mógł coś lepszego złapać. Nie czuję też tego szału, który opanował cały świat, chociaż nadal Pokemony lubię i od czasu do czasu odpalam mojego save'a z Pokemon FireRed. Do Pokemon Go nie przekonuje mnie nie tylko konieczność chodzenia milionów kilometrów, ale też słaby system walki, który sprawdziłem i jednak do Poków pasuje mi bardziej walka turowa. Nie zmienia to jednak faktu, że twórcy Pokemon Go trafili ze swoim produktem idealnie i całe rzesze ludzi w różnym wieku ruszą na spacery, przejażdżki, wycieczki, rajzy, procesje i pielgrzymki żeby zostać mistrzem Pokemon i złapać je wszystkie!
Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)

6/27/2016

Weekend z Ligą Światową w Łodzi!

Szanowni Czytelnicy,

miałem ostatnio przyjemność wziąć udział w kolejnej imprezie sportowej odbywającej się w łódzkiej Atlas Arenie. Byłem już na mityngu lekkoatletycznym Pedros Cup, byłem na meczu Ligi Mistrzów PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań, ale to były imprezy jednodniowe, dopiero w ten weekend pojechałem na turniej Ligi Światowej siatkarzy. Nie będę Wam opowiadał jak wyglądały mecze, bo kto chciał to obejrzeć mógł, opowiem Wam jak to wszystko wygląda od wewnątrz, czyli z miejsc, w które wejść mogą tylko ludzie z identyfikatorami.

Zaczęło się od tego, że w piątek było straszliwie gorąco. Wsiadłem w auto i ruszyłem do Atlas Areny, dojechałem i wyglądałem jakbym wyszedł spod prysznica. Dotarłem do wejścia dla prasy i pani w biurze akredytacji powiedziała, że trzeba mi zrobić zdjęcie. Wyobrażacie sobie jak wyglądałem? Nigdy nie ma szału z moją twarzą, ale jak się zgrzałem jak dzika świnia to było jeszcze gorzej. O dziwo nie było źle z tym zdjęciem, nie wiem co oni tam mieli za aparaty, ale dały radę.

Dalej trzeba było udać się do innego wejścia, tak zwanego "Press Entrance", które było... zamknięte. Trzeba było poczekać aż pani ochroniarz je otworzy od wewnątrz. Zaraz po wejściu do moich nozdrzy doleciał zapach obiadu. Bo najważniejsze, Moi Drodzy, w posiadaniu akredytacji prasowej jest to, że można korzystać z darmowego cateringu. Były zupki, były drugie dania, były słodkie bułki i był wiejski chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym (Sznita z fetym ze szpyrkami!). Oprócz tego kawa i herbata do woli i pełno butelek wody, ice tea i toniku od sponsora kadry siatkarzy (nie napiszę nazwy, bo mi nie zapłacili, ale jakby chcieli to zapraszam).

W pokoju prasowym, który wygląda jak szkolna klasa, tylko zamiast tablicy wisi wielki telewizor, siedzą sobie dziennikarze, którzy pracują. W skrócie można o nich powiedzieć, że jadą na taki turniej żeby obejrzeć go w tv. Wiadomo, że robią wywiady, są na konferencjach prasowych i inne takie, ale mecz oglądają w tv. Na szczęście ja do nich nie należałem i udałem się na parkiet.

Przeszedłem sobie przez kolejne luki w ogrodzeniu obstawione przez groźnie wyglądających ochroniarzy (zwłaszcza taka drobna, ładna, blondynka, normalnie do tej pory się jej boję...) i zasiadłem sobie na krześle tuż obok statystyków reprezentacji Argentyny. Przy jednym stole również ze statystykami Polski. Poznaliśmy się z Argentyńczykami, trochę pogadaliśmy, bardzo sympatyczni ludzie. Drugi trener, wraz ze statystykami na meczu Francja - Rosja popijali sobie spokojnie yerba mate z jednego kubeczka. Rozmawiałem z trenerem Antigą, który powiedział mi w tajemnicy, że w Rio wygra Polska, rozmawiałem z Bartkiem Kurkiem, udało mi się nawet odbić kilka piłek z różnymi zawodnikami, którym nie do końca wyszło rozgrzewkowe odbicie.

Na samym meczu siedząc obok Argentyńczyków kibicowałem oczywiście naszym, więc kiedy oni "Puta madre" to ja "Tak jest!", kiedy oni "Vamos!" to ja "Kurwa mać". Tak się przerzucaliśmy okrzykami, ale w kulturalnej atmosferze. Po meczu przyjąłem gratulację i wróciłem do domu.

Kolejne dwa dni wyglądały mniej więcej podobnie, zrobiłem mnóstwo zdjęć, do których linki dostaniecie niżej, rozmawiałem z ludźmi, których do tej pory widziałem jedynie w telewizji. No i tak a propos telewizji to stałem się domowym celebrytom, bo mnie parę razy pokazała kamera, jak tło zresztą, ale babci nie przetłumaczysz.

Drugiego dnia o 15 był mecz Polska - Szwajcaria na Euro. Miałem wielki dylemat, ale uznałem, że turniej ligi światowej w Łodzi może się jeszcze powtórzyć, a 1/8 finału wielkiego turnieju w wykonaniu polskich piłkarzy niekoniecznie i zostałem w domu. Zaraz po ostatnim karnym, jeszcze z trzęsącymi się rękoma wsiadłem do samochodu i ruszyłem do Łodzi. Takich pustek na drogach to dawno nie widziałem. Co prawda na mecz Francja - Argentyna zdążyłem tylko w połowie, ale i tak nie żałuję.

Ciekawostką z trzeciego dnia jest to, że razem ze sztabem Argentyny kibicowałem im w meczu z Rosją i zaraz po zwycięstwie siatkarzy z Ameryki Południowej byłem w delikatnym szoku jak bardzo oni się cieszyli z tego triumfu. Jak wyskoczyli w górę po ostatniej piłce to poleciały krzesełka, na których siedzieli, zaczęli się ściskać, krzyczeć i klaskać. Naprawdę fajnie się oglądało taką nieskrępowaną radość.

Podsumowując bawiłem się świetnie i każdemu polecam obejrzenie meczu z poziomu parkietu i z tak bliskiej odległości. Turniej odbywał się kilka dni po moich urodzinach, więc mogę śmiało powiedzieć, że był to jeden z lepszych prezentów jakie dostałem.

Obiecane zdjęcia:
Francja - Rosja
Polska - Argentyna
Polska - Rosja
Argentyna - Rosja
Polska - Francja

6/22/2016

Życie boli #9 - Eh te kobiety



Szanowni Czytelnicy,

zdarza mi się podróżować komunikacją miejską, jak już pewnie wiecie, i takie podróże mają swoje plusy i swoje minusy. Letnie minusy to zapach współpasażerów i upał jak w szklarni, a plusy to… Kobiety! Oczywiście, że tak! Czego innego mogliście się spodziewać. Te spodenki, spódniczki, sukienki, bluzeczki, ogółem ubrania, które prawie nic nie zakrywają. Takie ubrania bardzo lubię, ale nie o tym będę dzisiaj pisał. 

Chciałem napisać o tym jak bardzo różnią się obydwie (i jedyne mimo całej mej tolerancyjności) płcie. Co robi facet jak się bardzo nudzi? Nic, ewentualnie coś zje, pogra w coś, obejrzy coś, wyjdzie wypić coś, pójdzie porobić coś przy samochodzie, a co robi kobieta jak się bardzo nudzi? O tym właśnie będzie anegdota, która powstała kiedy czekałem sobie na tramwaj. Na przystanku stały dwie dziewczyny, też studentki, zwróciłem na nie uwagę, bo były całkiem całkiem, i rozmawiały zaciekle. Stanąłem więc bliżej żeby niechcący usłyszeć o czym tak nawijają. Jedna z nich opowiadała drugiej co ostatnio robiła w weekend. Zaczęła od tego, że straszliwie się nudziła, bo siedzieli z chłopakiem w domu. Były jakieś mecze czy coś, jak to zgrabnie ujęła, i nie chciał nigdzie wyjść. A ona się nudziła tak strasznie, że aż zaczęła sprzątać! Niby sprzątała porządnie w ostatni weekend, ale musiała sobie znaleźć zajęcie. 

Jak ja to usłyszałem to prawie parsknąłem śmiechem, ale że słyszenie niechcący jest moją mocną stroną, więc wiedziałem jak się zachować. Wyobrażacie sobie żeby facet posprzątał z nudów? Można robić tyle innych rzeczy bez wychodzenia z domu, w ostateczności można też nie robić absolutnie nic i też być zadowolonym. Ja tego absolutnie nie neguję, ja to nawet popieram, Drogie Panie, ale pokazuję tutaj pierwszą rzecz, która diametralnie odróżnia nasze płci. 

Druga rzecz wiąże się z pierwszą w znacznej mierze. Siedziałem sobie w małej kawiarni czekając na egzamin, czytałem te nudne notatki kiedy nagle do moich niezwykle wyczulonych uszu (bo skądś inspiracje trzeba brać) doleciały dźwięki rozmowy dwóch koleżanek siedzących stolik czy dwa obok. One, wyobraźcie sobie, zażarcie dyskutowały o chemicznych środkach czystości oraz o sposobach na najbardziej efektywne sprzątanie łazienki. Faceci zażarcie dyskutują na tematy związane ze sportem, polityką, motoryzacją, ewentualnie kobietami, a te przez dobrą godzinę wymieniały się poglądami na temat detergentów, trików usuwających zacieki z mydła, usuwania kamienia w muszli czy czyszczenia fug. Z wielkim podziwem wsłuchiwałem się w ich dyskusję olewając całkowicie notatki. W tym wieku mieć taką wiedzę, szacunek. Ważną kwestią jest też to, że nasze mamy wiedzę czerpały od starszych, ewentualnie z doświadczenia, a te przyszłe panie domu mają do dyspozycji internet. Faceci mają polajkowane strony o sporcie, polityce, samochodach, filmach czy milionie innych rzeczy, ale próżno tam szukać tego, co króluje u kobiet. Mianowicie są to strony typu „milion sposobów na porządek”, „domowe tricki na każdy dzień” czy „proste sposoby na czystą łazienkę”. Fajnie, że jest coś takiego, naprawdę doceniam tego typu akcje. 

Myślicie sobie pewnie, że naśmiewam się z kobiet, że ze mnie taka wielka męska szowinistyczna świnia, ale to nie tak. Są to delikatne żarty, tego się nie będę wypierał, ale żarty poparte wyrazami sympatii. To co napisałem ma tylko pokazać różnice w naszych mózgach, które, jak widać, są fundamentalne. 

Tak przy okazji jeszcze chciałem tylko powiedzieć, że odwiedziliście tę moją śmieszną stronę ponad 3000 razy. Doceniam, dziękuję i liczę na więcej, ale serio nie macie nic lepszego do roboty? :P
Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)