Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

swieta

11/21/2014

Opowiadanie #5 - "Jesień niespodzianek" (część 2)

Jest i druga część opowiadania. Jeśli chcecie poznać dalsze losy bohaterów i to co z tego wyjdzie to zapraszam do przeczytania. Jeśli nie czytaliście pierwszej części to tutaj macie link: "Jesień niespodzianek" (część 1). W przyszłym tygodniu prawdopodobnie będzie kolejna część, więc nie musicie na nie czekać zbyt długo. Czytajcie i komentujcie ;)

"Jesień niespodzianek" (część 2)




Długowłosa dziewczyna ocknęła się w małej, dusznej chacie. Leżała na twardym łóżku przykryta baranią skórą. Do jej nosa doleciał gryzący zapach dymu połączony z przyjemną wonią dobrze przyprawionego gulaszu. Była obolała, czuła każdy mięsień i każdy staw swojego ciała. Nie pamiętała co dokładnie się stało, ale miała nadzieję, że jej nie dopadli. Zganiła się w duchu za te głupie myśli, przecież gdyby ją dopadli to już by nie żyła. Bolała ją głowa i ucieszyła się, że w chacie jest tak ciemno. Światło z pewnością nie pomogłoby w tym bólu. Rozejrzała się, delikatnie unosząc się na łokciach. Syknęła, kiedy poczuła zakwasy w mięśniach. Mała i surowa chatka wydała jej się dziwnie przytulna. Zobaczyła ogień w kominku, nad którym wisiał garnek z gulaszem. Trochę dalej zauważyła stół i dwa krzesła. Przy kominku z czerwonych cegieł leżało czarne, grube futro, chyba niedźwiedzie. Usiadła na łóżku i rozejrzała się dokładniej. Nic nie przykuło jej uwagi, poza uchylonymi drzwiami prowadzącymi do innego pomieszczenia. Nagle położyła się ponownie, bo wystraszył ją dźwięk otwieranych drzwi. Padła na łóżko i zamknęła oczy udając, że nadal śpi.
- Dobrze, że wreszcie wstałaś - powiedział mężczyzna, który wszedł do chatki. - Gulasz jest już prawie gotowy.
Był średniego wzrostu, dobrze zbudowany. Miał ciemne włosy, a na twarzy lekki zarost. Nosił lnianą, szarą koszulę i zielone spodnie. W jego oczach widać było błysk. Patrzył na kogoś tak jakby wiedział o czym ta osoba myśli. Każde spojrzenie wydzierało z człowieka tajemnice. Badawczy wzrok spoczął na łóżku, w którym leżała dziewczyna.
- Jeśli chcesz dobrze udawać sen to jeszcze wiele nauki przed Tobą - powiedział podchodząc do garnka i mieszając w nim drewnianą łyżką. - Wstawaj, musisz coś zjeść po tych trzech dniach.
- Trzech dniach?! - krzyknęła, zrzucając z siebie kołdrę. - Spałam trzy dni?!
- Tak, trzy dni - stanął naprzeciwko niej. - I może zechciałabyś się ubrać przed obiadem. Twoje rzeczy leżą obok łóżka.
Dziewczyna przez chwilę nie zorientowała się o czym on mówi. Patrzyła prosto w jego podejrzliwe oczy stojąc przed nim zupełnie naga. Była niższa o pół głowy, miała gładką skórę, która nosiła jednak kilka śladów pozostawionych przez trudy życia. Na jej ciele nie było żadnego włoska poza długimi, sięgającymi pośladków, blond włosami na głowie.
- Mamy niespodziewanie ciepłą jesień, ale lepiej się ubierz - rzucił i wrócił do mieszania gulaszu, wziął dwie miseczki i je napełnił. - Chyba, że w twojej krainie jada się nago.
Zarumieniła się i natychmiast rzuciła w stronę swoich ubrań. Zakładała je w wielkim pośpiechu. Chciała zapaść się pod ziemię. Nie wiedziała kim jest ten człowiek, ale wydał jej się zaskakująco godny zaufania. Nie pamiętała co się wydarzyło zanim znalazła się tutaj, dlaczego znalazła się w tym domku i kim jest ten człowiek, ale była okropnie głodna. Postanowiła, że zje gulasz i w trakcie posiłku wypyta o szczegóły.
- Siadaj! - wskazał jej krzesło. - Jedzmy, póki gorące.
Usiadła na wskazanym, drewnianym krześle i sięgnęła po łyżkę. Przyjemny zapach gulaszu sprawił, że zrobiła się jeszcze bardziej głodna. Nie chciała jednak tego po sobie pokazać i jadła powoli. Co jakiś czas pogryzała cienki, zbożowy placek, który podał jej mężczyzna.
- Jestem Cathrine - zaczęła nieśmiało. - A ty?
- Martin - odpowiedział krótko nie odrywając oczu od widoku za oknem.
- Mógłbyś mi opowiedzieć, Martinie, co się stało zanim znalazłam się tutaj?
- Jasne. Czekałem kiedy o to zapytasz. Biegłaś przez las i goniło Cię trzech żołnierzy z doborowej jednostki. Postanowiłem ci pomóc i zabiłem ich. Byłaś wyczerpana, potknęłaś się i upadłaś. Straciłaś przytomność, więc przyniosłem Cię tutaj. Rozebrałem, umyłem i położyłem w moim łóżku. Sam spałem na tym futrze - wskazał ręką skórę leżącą obok kominka. - Wyprałem twoje rzeczy i czekałem aż się obudzisz. Podejrzewam, że ścigali cię nie bez powodu i chciałbym się dowiedzieć o tym więcej.
Wysłuchała go z przerażeniem. Pamiętała kto i dlaczego ją ścigał, ale nie sądziła, że jeden człowiek poradzi sobie z trzema żołnierzami przybocznej straży samego władcy Baldentu. Zaczęła się go bać. Nie wiedziała jakie ma wobec niej plany. Rozebrał ją i umył?! Może chce zrobić coś więcej, albo już zrobił… Ale wtedy nie spałby na podłodze.
- Mogę zapytać jak zabiłeś tych ludzi? - jej głos stał się jeszcze bardziej niepewny.
- Zaskoczyłem ich. Dwóch padło zanim zdążyło zareagować. Trzeci się bronił, ale niezbyt długo - odpowiedział bez emocji.
- Dlaczego?
- Co dlaczego? - odparł zdziwiony.
- Dlaczego zaryzykowałeś życie żeby mnie uratować? Dlaczego zadbałeś o mnie nie wiedząc nawet kim jestem?
- Moje życie niezbyt mnie interesuje, nie dbam o nie za bardzo, więc to nie było żadne ryzyko. Uratowałem cię ponieważ nie lubię kiedy trzech facetów goni bezbronną kobietę. Nie interesowało mnie kim jesteś dopóki nie byłaś bezpieczna. Zadbałem o ciebie, bo głupotą byłoby zabicie tamtych ludzi a potem pozostawienie cię nieprzytomną na drodze.
- Rozumiem…
- Teraz, kiedy jesteś już bezpieczna, z radością poznam twoją historię, Cathrino.
- Tak… Chyba jestem ci to wina. Władca Baldentu porwał mnie z mojej krainy pięć jesieni temu. Wtrącił do lochu moich rodziców i powiedział, że jeśli nie będę dobrą żoną to ich zabije. To tępy i okrutny tyran, zdolny do takich czynów. Siedziałam w zamknięciu kiedy on bawił się przed zaślubinami. Kilka miesięcy temu uciekłam mu i trafiłam aż tutaj. Wysłał za mną swoich najlepszych żołnierzy podzielonych na małe oddziały. Udawało mi się gubić ich pogoń, ale tego dnia, kiedy mnie spotkałeś popełniłam błąd. Jestem ci ogromnie wdzięczna za wszystko. Powiedz co chcesz w zamian, a spełnię twoją prośbę.
- W zamian? - zaśmiał się. - Nic nie chcę w zamian. Każdy mężczyzna postąpiłby tak samo jak ja. Nie było w tym nic nadzwyczajnego.
- Było i to nie wiesz jak nadzwyczajnego. Gdzie w ogóle jesteśmy?
- W Tonsilem, a właściwie dobrych kilkanaście kilometrów obok tego miasta.
- Nie znam tych okolic… - zasmuciła się. - Ale muszę ruszyć dalej, muszę. Oni na pewno będą mnie nadal ścigać i nie mogę zostać w miejscu na dłużej.
- Ścigają cię, są nawet niedaleko. Wpadli na zwłoki swoich towarzyszy co sprawiło, że nie są tak pewni siebie. Póki co nie ma dla ciebie bezpieczniejszego miejsca niż ten dom. W tych stronach jesień jest zazwyczaj bardzo nieprzyjemna, a ta jest wyjątkowa, przez co jeszcze groźniejsza. Naprawdę odradzam próbę ucieczki przez lasy o tej porze roku.
- Dlaczego?
- Zostań tutaj jeszcze kilka dni, a się przekonasz i wtedy podejmiesz decyzję. Dziadek mówił mi o jesieni niespodzianek. Wydaje mi się, że właśnie to miał na myśli.
- Opowiesz mi o tym? - spojrzała na niego zielonymi oczami.
- Tak, ale kiedy się przekonam, że mam rację.
- Dobrze, zostanę kilka dni, ale nie chcę być dla ciebie ciężarem. Ja będę spała na podłodze, a ty wrócisz do swojego łóżka.
- Nie ma mowy. Nie musisz robić nic, po prostu nie wychodź z domu. Nie wychylaj się za próg, a zwłaszcza po zmroku.
- Dobrze - wzięła głębszy oddech. - Dziękuję, Martinie.

Spędzili cały dzień na rozmowie. Martin opowiedział jej o tutejszych zwyczajach i o tym dlaczego mieszka tak daleko od miasta. Cathrina z kolei opowiedziała mu o swoim życiu. O rodzinnych stronach, o pobycie u niedoszłego męża, o tym jak ukrywała się przez zabójcami i jak zaszła aż tak daleko. Świetnie im się rozmawiało. Martin zapomniał o uzupełnieniu zapasu drewna przed nocą.
- Zostań tutaj i zamknij za mną drzwi. Wyjdę i wrócę z drzewem. Sam je otworze, a Ty usiądź przy kominku i niczego nie ruszaj.
- Coś się dzieje?
- Jest wyjątkowo piękna jesień i zapadł zmrok. Może coś się wydarzyć, coś wisi w powietrzu już jakiś czas.
- Co takiego? - zapytała ze strachem w głosie.
- Od kiedy jesteś na tych terenach?
- Od tygodnia…
- Zatem na pewno coś się wydarzy - zamyślił się. - Wydaje mi się, że władca Baldentu nie tylko żołnierzy wysłał w pościg za tobą.

Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Świt_Zmierzchu)

11/13/2014

Opowiadanie #5 - "Jesień niespodzianek" (część 1)

Zapraszam do zapoznania się z kolejnym opowiadaniem. Jest to pierwsza część, będzie ich kilka, nie wiem jeszcze ile, ale w niedługim czasie dostaniecie kolejne. Opowiadanie opisuje pewną jesień, która zatrzęsła światem, która sprawiła, że wszystko stanęło na głowie. Zapraszam do czytania!

"Jesień niespodzianek" (cz. 1)



Wiatr dudnił w kominie. Zaczęła się jesień. Dokładnie tego samego dnia co rok temu. Tego roku było jednak inaczej. Mimo wiatru, który akurat zaczął wiać mocniej było dosyć ciepło. Nie rozpoczęły się ulewy, nocą nie ściskał mróz. W powietrzu czuło się coś niepokojącego. Martin stał przy oknie swojego domu i wpatrywał się w las. Wypatrywał zagrożenia między drzewami, które teraz spowite były w mroku. Ogień trzaskał w kominku. Mały domek stał w samym środku lasu, z dala od reszty wioski. Martin nie lubił ludzi. Uznał, że nie są mu oni do niczego potrzebni, bo doskonale radzi sobie sam. Własnoręcznie zbudował swój dom, sam zdobywał pożywienie, nawet narzędzia wytwarzał sam. Ludzie by tylko mu przeszkadzali.

Powinien już spać, ale coś go dręczyło. Jak zawsze na jesień czuł się bardziej niespokojny, to morowe powietrze przepełnione mgłą, dymem z kominów i zapachem gnijących liści jakoś na niego wpływało. W Tonsilem, co roku, jesień zaczynała się dokładnie tego samego dnia od mocnych ulew, porywistego wiatru i niskich temperatur. Martin był do tego przyzwyczajony, a że nie lubił zmian to tegoroczne rozpoczęcie jesieni zaniepokoiło go jeszcze bardziej. Świeca w srebrnym świeczniku stała na niewielkim dębowym stole. Ledwo oświetlała pomieszczenie, co ułatwiało obserwację. Drewniane pale, z których dom był zbudowany, tworzyły w miarę równe ściany. W izbie nie było ozdób. W rogu stało łóżko, obok stołu dwa krzesła. Na jednej ze ścian znajdował się kominek. Dokładnie naprzeciwko łóżka. Za otwartymi drzwiami znajdowało się pomieszczenie, w którym zgromadził zapasy na zbliżającą się zimę, miał tam również broń i narzędzia. Wszystko pod ręką na wypadek gdyby zima nie pozwalała wyjść z domu. Martin odwrócił się od okna i dorzucił do ceglanego kominka dwie szczapy jasnego drewna. Postawił świeczkę na taborecie obok łóżka. Ściągnął lnianą koszulę i zapatrzył się w ogień. Tańczące płomienie oświetlały jego sylwetkę. Miał ciemne, średniej długości włosy, wyraźne, prawie złowieszcze rysy twarzy. Jego wysportowane ciało nosiło na sobie ślady walk, blizny lśniły w ogniu. Był nieźle zbudowany, ale nie był wielki. Nikt by nie pomyślał, że taki mężczyzna może przeżyć sam w lasach Tonsilem. Zdjął czarne spodnie i już miał się położyć kiedy usłyszał coś, czego nikt inny nie mógł usłyszeć. Cicho ruszył do okna. Był nagi, więc nawet ubranie nie szeleściło. Jego mięśnie lśniły w blasku ognia. Dopadł do szyby i wytężył wzrok. W mroku nie działo się nic szczególnego, z pozoru. Martin widział jednak, że coś się przesuwa między drzewami. Nie zbliżało się jednak do jego domostwa, póki co się nie zbliżało. Wziął ze sobą świecę i wszedł do składziku. Wyjął z niego wielki topór, którego obydwa ostrza przypominające w kształcie półksiężyce, a które stykały się ze sobą tak, że tworzyły księżyc w pełni, nosiły na sobie pięknie rzeźbione wzory. Mocny trzonek, wykonany z czarnego jak noc drewna również był bogato zdobiony. Martin postawił go obok łóżka i sam się położył.

Pierwsze promienie jesiennego słońca wdarły się do jego niewielkiego domu przez okna. Martin nie spał już. Zdążył się umyć i ubrać, a teraz posilał się przy stole. Kawałek suszonego mięsa i owsianka stanowiły jego śniadanie. Wstał od stołu i wyszedł z domu. Otworzył drzwi i rozejrzał się uważnie. Założył kurtkę, ale gdy tylko wyszedł z domu przekonał się jak jest ciepło. Zdjął ją i wrzucił do izby przez otwarte drzwi. Błękitne niebo rozciągało się nad lasami, które zmieniły już kolor z zielonego na żółty, pomarańczowy, a miejscami nawet czerwony. Delikatny wiaterek muskał skórę Martina. Potarł dłonią zarost na policzku i ruszył w las. Przy pasie miał tylko średniej długości nóż. Wszedł między drzewa i niskie krzewy. Stąpał po mchu i wpatrywał się w gęstwinę. Liście opadały wokół niego tworząc niesamowitą, kolorową mozaikę. Martin przykucnął i sięgnął do wnętrza krzewu po swojej prawej. Wyciągnął z niej zająca. Szarak szarpał się w jego silnej dłoni, ale nie miał najmniejszej szansy żeby się uratować. Martin sięgnął po nóż. Delikatnie wyjął go z pochwy i zbliżył do przerażonego stworzenia. Nagle przeciągły pisk wzbudził jego czujność. Padł na mech i wypuścił zająca. Słyszał krzyki i korki. Czterech ludzi biegło niedaleko niego. Kolejny krzyk. Teraz był już pewny, że to kobieta. Ucieka przed kimś, przed trzema mężczyznami. Bez zastanowienia ruszył w ich kierunku. Znał ten las jak własną kieszeń, więc wiedział którędy będzie najszybciej. Chciał zrównać się z pogonią zanim ich zaatakuje. Musiał mieć pewność, że powinien pomóc tej kobiecie. Wpadał między krzewy i drzewa, przeskoczył nad strumieniem. W dłoni ściskał nóż. Krzyki nasilały się, po głosie poznał, że kobieta nie ma już zbyt wiele sił i wkrótce ją dopadną.

Wreszcie był na tyle blisko by przyjrzeć się całej sytuacji. Trzech wielkich mężczyzn w lekkich pancerzach wykonanych z jasnej skóry i srebrnej stali. Po sposobie w jakim się poruszali widać było, że są zaprawieni w bojach. Mieli przy sobie broń w kształcie sierpów, ale trochę większą i z dłuższym trzonkiem. Nie zauważyli Martina biegnącego równo z nimi. Oni biegli po równej ścieżce, a Martin między drzewami. Wyprzedził ich odrobinę i zobaczył kogo ścigają. Była to kobieta z niespotykanie długimi jasnymi włosami, które teraz ciągnęły się za nią niczym ogon za kometą. Była niezwykle zgrabna, bardzo kobieca, a przy tym szczupła. Była średniego wzrostu. Jej długa, szara suknia nie pomagała w ucieczce. Pęd powietrza sprawiał, że materiał przywierał do jej ciała. Oglądała się za siebie. Twarz również miała piękną, zgrabny nos, zielone oczy, idealne brwi i usta. Martin nie widział wcześniej ani jej, ani mężczyzn, którzy ją ścigali. Nie miał czasu na zawahanie. Wiedział, że ona nie ma już sił. Potknęła się i upadła wpadając w zarośla. Martin wykorzystał ten moment. To była dokładnie ta chwila, na którą czekał. Teraz pewność siebie tych żołnierzy podskoczyła do granic możliwości. Teraz nie będą się spodziewać żadnego kłopotu. Zbliżył się do krawędzi ścieżki i wyskoczył w górę. Przelatując nad jednym z wojaków wbił mu swój nóż w czubek głowy. Wyciągnął go szybko i wylądował na drugim. Zanim tamten zorientował się co się stało krew wypływała z jego rozciętego gardła. Pozostał ostatni. Nie zwrócił uwagi na los swoich towarzyszy, co utwierdziło Martina w przekonaniu, że to żołnierze doborowej jednostki. Ich celem była ta kobieta i nie zwracali uwagi na nic poza nią. Nie liczyło się ilu ich wróci z tej misji, liczyło się tylko by rozwiązali problem jaki wiązał się z tą dziewczyną. Martin zostawił za sobą dwa ciała i ruszył za trzecim żołnierzem. Tamten nie mógł sobie pozwolić na błąd, więc w ostatniej chwili odwrócił się i ciął swoim sierpowatym mieczem. Martin wiedział, że on to zrobi. Był o tym przekonany. Przykucnął unikając ostrza, a sam wyprowadził cios prosto w pachwinę. Tam zbroja była słabsza. Ostrze wbiło się aż po rękojeść. Szarpnął nim w górę. Ponure, brązowe oczy krzyczały z bólu, ale żaden dźwięk nie wydobył się z ust mężczyzny. Ból był zbyt wielki żeby mógł krzyknąć. Chciał jeszcze złapać przeciwnika, powalić go i przynajmniej zabić jeśli sam miał zginąć, ale nie dał rady. Podniósł ręce, które zaraz opadły. Martin wyciągnął nóż, a bezwładne już ciało upadło na ścieżkę. Chłopak poczuł się świetnie przez moment, ale po chwili spojrzał w pobliskie zarośla. Na ścieżkę wystawała tylko bezwładna noga. Oblał go zimny pot. Przez myśl przeszło mu, że mogła uderzyć głową o kamień albo jakiś korzeń i stracić życie. Otarł nóż z krwi i schował go do pochwy wiszącej u pasa. Powoli zbliżył się do zarośli. Delikatnie chwycił tę dziewczynę i podniósł ją. Była zupełnie nieprzytomna, ale oddychała. Czuł jak wali jej serce. Upadek, stres, wyczerpanie ucieczką sprawiły, że jej organizm odmówił posłuszeństwa. Martin wziął ją na ręce i ruszył w stronę domu.

 Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Świt_Zmierzchu)

11/02/2014

Ah, te święta! - Halloween, Wszystkich Świętych, Zaduszki

Ah, te święta!




Święta, święta i po świętach. Było Halloween, było Wszystkich Świętych, były Zaduszki i od jutra do roboty. Tak cholernie nie mam weny, że napiszę po prostu to co widziałem i czego doświadczyłem przez te trzy dni. W Polsce nawet w takich rzeczach można zauważyć absurd. Może dzięki temu tekstowi uśmiechniecie się albo wstrząśnie Wami wściekłość, albo chociaż nie będziecie ziewać czytając.

Zacznijmy od Halloween. Święto to pochodzi z Wielkiej Brytanii i z USA (czyli de facto z Wielkiej Brytanii) i polega na przebieraniu się w śmieszno - straszne stroje i chodzeniu po domach, przy okazji zbierając obrzydliwą ilość słodyczy. W Polsce z tym chodzeniem po domach nie za bardzo wyszło, bo nawet teraz w trakcie swojskich Ostatków już się nie spotyka tych gromad dzieciaków biegających po domach (w sumie od święta to tylko ksiądz po kolędzie przychodzi i domaga się jakiegoś podarku). Zamiast chodzić po domach obcych ludzi, Polacy chodzą po domach znajomych i tam imprezują. Czy to są jakieś kinderbale, czy domówki dla młodzieży czy nawet dla zupełnie dorosłych, ludzie zbierają się i się bawią. Co w tym złego? No ja nie wiem, choć sam za imprezami nie przepadam. Jest jednak ktoś kto wie co w tym złego. Otóż środowiska katolickie mówią, że świętowanie Halloween prowadzi do satanizmu. Niemalże wypowiadają wojnę wszystkim przebranym za zombie, wampiry, duchy, budki telefoniczne, zegarki, dynie, batmanów, hulków, koty, psy i wielbłądy. Robią swoją inicjatywę Holy Wins, gdzie przebierają się za świętych. No i bardzo dobrze, że się przebierają, ale po co ta niechęć do drugiej strony? Niech jedni przebiorą się za zombie, a drudzy za papieża i niech się bawią. Chyba po to jest ten dzień, ale może się nie znam.

Wszystkich Świętych. Lubię ten dzień. Naprawdę jest co pooglądać na cmentarzu. Jest też taki całkiem fajny socjologiczny problem, ale do tego przejdziemy później. Zacznijmy od korków. Korki w ten dzień są wszędzie. Na drodze i parkingu do małego, wiejskiego cmentarza zazwyczaj posilają się kury, ale tego dnia nie ma jak przejechać, nie ma gdzie zaparkować. Nie mówię już o większych cmentarzach w miastach. Tam to jest dopiero Sajgon. U mnie sytuacja wygląda tak, że od jednego cmentarza do drugiego jest tylko mała droga i parking. Co roku robię sobie taki spacer między cmentarzami i przyglądam się tym wszystkim próbującym zaparkować ludziom. Ta wściekłość na ich twarzach. Rozumiem ludzi, którzy przyjechali na groby bliskich z daleka, ale są też tacy, którzy mają do cmentarza rzut kamieniem, ale mimo to wsiadają w swoją Skodę i jadą. Po co? Chcą pokazać, że mają? Nie wiem. Teraz przejdźmy w stronę wejścia na cmentarz. Tam przedzieramy się przez miliony zniczy, kwiatów, stroików i wszystkiego innego, na co idą miliony złotych każdego roku. Co ciekawe kiedy idziecie na cmentarz znicz kosztuje 30 zł, a kiedy z niego wracacie 17zł. Ładna różnica. Docieramy do bramy, a tam popcorn, hot dogi i wata cukrowa. Taaak. No cóż, ludzie głodnieją na cmentarzu (tak to sobie można wytłumaczyć), ale baloniki? Co to ma wspólnego? Balonik w kształcie nagrobka? Mniejsza z tym, liczy się tylko kasa przecież. Najgorsza z tego całego jedzenia jest wata cukrowa. Dzieciaki, które sięgają mi mniej więcej do pasa, łażą z tymi białymi, lepkimi kulami w tłumie ludzi. To jest dobre rozwiązanie, bo puszczasz takiego gnojka z watą przodem i lecisz za nim. Nikt cię nie będzie trącał, popychał, bo wszyscy się usuną z drogi. Ale jeśli ktoś się nie usunie to się uwali watą. To jeszcze nic, ale spaliny, kurz, brud z nagrobków, ludzie obijający się o to i ten mały, uśmiechnięty dzieciak wcinający to dziadostwo. A rodzice się cieszą, że nie zawraca im głowy i nie marudzi. Kiedy już dotrzemy na grób zobaczymy tam wielkie donice kwiatów, które zniszczą pierwsze przymrozki. Drogie kwiaty cięte, które również niedługo padną. Znicze, mnóstwo zniczy, bardzo dużo zniczy, w cholerę zniczy. I dobrze, nie mam nic przeciwko temu, ale za to drażni mnie to, że ludzie robią to na pokaz raz do roku. Znam rodziny, które mają kasę, a przychodzą na grób raz do roku, napierniczą tam tego wszystkiego żeby ludzie widzieli i zwijają się do domu. To jest straszne. Nie mówię żeby codziennie palił się znicz i codziennie były nowe kwiaty, nie przesadzajmy też, ale o przodkach należy pamiętać częściej niż raz w roku i pamiętać o szacunku, a nie o chęci pokazania się. No i wreszcie ten socjologiczny problem, o którym pisałem na początku. Rodziny spotykają się nad grobami. Nie mają czasu w inne dni, w inne święta, bo każdy spędza je w jakimś swoim gronie i nagle przychodzi 1. Listopada i: „O matko, jak my się dawno nie widzieliśmy! Co tam u was? Musimy się spotkać, zdzwonimy się koniecznie!”. Potem rodziny się rozchodzą i pojawiają się zasadnicze wątpliwości: „Kto to, do cholery, był?” ; „Chyba nie mam jej numeru”. Mogą być też gorsze, jak: „Ale przytyła! A te dzieci jakie brzydkie” ; „Taki mały ten znicz…, stać go na większe, skąpiradło” ; „Dobrze, że w ogóle się jaśniepan pojawił, dla rodziny to już czasu nie ma”. To są oryginalne teksty, zasłyszane na cmentarzu. Dziwni są ludzie jednak.

Zaduszki to święto, które tak naprawdę nie jest świętem. W tym dniu, według tradycji z mojego domu” jeszcze raz odwiedzamy groby bliskich. Zapalamy znicze również dalszym znajomym, którym nie zdążyliśmy zapalić dzień wcześniej. Jednak niektórzy ludzie wyznaczają sobie ambitne plany zobaczenia: „czy Nowaki ładnie grób w tym roku ubrali”. Plotki, ocenianie innych, dogryzanie sobie, to jest to co Polacy lubią. Niektórzy potrafią przejechać wiele kilometrów żeby połazić po cmentarzach i po prostu oglądać. Moim zdaniem nie jest to miejsce do podziwiania. Niech sobie idą do galerii czy muzeum.

Podsumowując to wszystko co miało miejsce w ostatnich dniach powiem tylko, że lubię ten długi weekend. Właśnie ze względu na to, że mam się czego czepiać. Gdyby nie było Wszystkich Świętych, to Wy byście nie dostali tego tekstu. Brak weny czasem gryzie bardziej niż może się wydawać. 

Kamil Bednarek
Kupujcie "Przywróconego" : goneta.net/Przywrócony

10/24/2014

Artyści są dziwni - w oparciu o "Californication"

"Artyści są dziwni"


Najpierw kilka słów wstępu co do tekstu, który zaraz przelecicie wzrokiem. Nadszedł moment, który nigdy miał nie nadejść. Zakładając tę stronę przekonywałem siebie, że to nigdy nie nastąpi, ale jednak muszę się złamać. Nie cieszcie się za wcześnie, nie zamykam strony. Będą natomiast pojawiały się tutaj wpisy bardziej pasujące do słowa „blog”. Miało takich nie być, ale niestety jestem zbyt mało towarzyski żeby bywać na różnych kulturalnych wydarzeniach co tydzień czy dwa żeby Wam je opisać i też nie chcę wstawiać co tydzień nowego opowiadania (nie chcę albo nie mogę, albo mi się nie chce ich pisać - wybierzcie sobie odpowiedź sami). Dlatego też będą się tutaj pojawiały różne dziwne wpisy od takiego jak dzisiaj, do którego zaraz przejdę, po coś w rodzaju recenzji. Oczywiście opowiadania też będą, ale z tym czasami bywają problemy. Będę tworzył te wpisy żebyście mieli co czytać w długie jesienne wieczory (bo oczywiście przeczytaliście już pierwszą część „Przywróconego” i teraz Wam się nudzi, jeśli nie przeczytaliście to na co jeszcze czekacie? goneta.net/Przywrócony). Przejdźmy jednak do dzisiejszego tematu.

Od dawna ludzie polecali mi serial „Californication”, a zwłaszcza kiedy dowiadywali się, że ja próbuję się bawić w pisarza. Mówili, że to serial o pisarzu, że będę się dobrze bawił, że warto obejrzeć. Ja to wszystko wiedziałem, ale nie miałem czasu na taki serial. W tym tekście będę się do niego odnosił, ale nie będzie to żadna forma recenzji. Po prostu zauważyłem kilka kwestii, które warto poruszyć i o których chciałbym napisać, ale jakoś nie było okazji. Potrzebowałem mobilizacji i „Californication” taką mobilizację mi dało i wyzwoliło te myśli. 

Zacznijmy od tego, że każdy twórca (podejrzewam, że nie tylko pisarz) miewa problemy by wydobyć z siebie chęć do pracy. Hank Moody (główny bohater) również ma z tym problem. Co prawda bardzo przerysowany, ale tak właśnie powinno być w serialach tego typu. Wiem jak to jest kiedy ma się w głowie mnóstwo pomysłów. Niemal widzi się całe strony tekstu ułożonego tak jak trzeba, a mimo to nie chce się tego zapisać. Jakaś niewidzialna siła powstrzymuje człowieka przed przelaniem tego na papier. To może trwać kilka dni, a może i lata, jak w przypadku Moody’ego. Brakuje jakiegoś impulsu, który by pobudził do pisania. Miałem tak kiedy czekałem aż moja książka zostanie wydana. To oczekiwanie wybijało mnie z nastroju do pisania. Nie mogłem, zwyczajnie nie mogłem, ale kiedy już wszystko było wiadomo, wszystko zaczęło iść ku dobremu momentalnie chwyciłem za pióro. Takie przestoje są chyba normalne i wydaje mi się, że potrzebne. Kiedy zbyt dużo i szybko się pisze człowiek zaczyna odczuwać to fizycznie. Bóle głowy, problemy ze snem, apatia, rozdrażnienie i wiele innych rzeczy potrafi się pojawić gdy za dużo się tworzy. Trzeba dozować sobie tę przyjemność, zwłaszcza kiedy tak bardzo wsiąka się w opisywany świat.

Drugą sprawą jest to, że artyści są dziwni. Nie ma co się sprzeczać. Każdy, kto tworzy jakąś tam sztukę ma coś nie tak z głową. W jak najbardziej pozytywnym sensie, ale patrząc przez pryzmat reszty społeczeństwa, jest dziwny. W grę wchodzą najróżniejsze kwestie. Od nawyków, które nikomu nie przeszkadzają, po nałogi. Hank pije, pali, ćpa i bzyka wszystko co się rusza. Jest nietowarzyski, uważa, że ludzie są głupi (i ma rację). Cały problem postrzegania takiego artysty bierze się z tego, że zwyczajni ludzie nie mają takiej wrażliwości. Czytelnicy moich tekstów nie mogą uwierzyć w to, że ja to wymyślam zupełnie na trzeźwo (czasem sam w to nie wierzę). Panuje taki pogląd, że pisarze się wspomagają w tworzeniu. Może tak jest, nie znam ich zbyt wielu, więc nie jestem w stanie stwierdzić jak to wygląda w większości. Natomiast wiem, że używki czasami nie mają nakręcać artysty do tworzenia, a wręcz przeciwnie, mają blokować, nazwijmy to, wizje, które go nękają. Kiedy cały czas myśli się o fabule, bohaterach, miejscach akcji, o kolejnych pomysłach, można się chcieć wyłączyć. Niestety używki to najbliższa i najłatwiejsza droga do tego. Osobiście nie popieram, ale żaden ze mnie autorytet w tej dziedzinie. 

Trzecią sprawą i prawdopodobnie ostatnią (bo serial zacząłem wczoraj i jeszcze jestem w pierwszym sezonie) będą problemy z kobietami. To wynika z tego samego, z czego wynikają problemy z częścią społeczeństwa. Artysta nie traktuje kobiety jak idioty (no przynajmniej nie każdej), ale rzadko ma szczęście spotkać taką, która wytrzyma jego zachowanie. Kobiety zazwyczaj lubią spotykać się z ludźmi, a pisarze nie do końca. Oczywiście czasem dadzą się wyciągnąć gdzieś (zwłaszcza jeśli im na danej kobiecie zależy), ale istnieje nieduża szansa, że będą się tam dobrze bawić. Nawet spotkania w gronie innych artystów nie są mile widziane. Ciężko jest też spotkać kobietę, która wytrzyma dziwne zachowania, nawyki, zmiany nastrojów u faceta. Przecież od nagłych zmian nastrojów są kobiety, czyż nie? A tymczasem to pisarz potrafi rano chodzić jak struty, a wieczorem niemal tańczyć i śpiewać. To pisarz potrafi nie odchodzić od biurka przez kilka godzin i nawet nie zauważyć, że jego pani gdzieś sobie w tym czasie poszła. Jeśli kobieta lubi porządek, a pisarz podczas pracy rozrzuca kartki, odstawia gdziekolwiek puste kubki, gasi pety na poręczy fotela czy robi cokolwiek innego, to dziewczyna będzie się wściekać i na dłuższą metę to nie będzie miało sensu, bo on nie zmieni sposobu pracy. To nie jest coś co można zmienić. Każdy artysta musi mieć odpowiednie warunki żeby cokolwiek mu się udało, bez nich nie da rady stworzyć nic. I ostatnia kwestia, czyli to, że artysta czasem jest jak dziecko. Potrafi się zgubić idąc na randkę, potrafi zapomnieć, że trzeba poprosić kelnera o rachunek, potrafi ochlapać kobietę wodą z parasola, próbując osłonić ją przed deszczem. To też może przeszkadzać, ale mogę napisać jedno, ale bardzo ważne zdanie. Jeśli mu zależy na dziewczynie to będzie się starał i zrobi wszystko (czasem może trochę nieudolnie, dziwnie, inaczej niż powinien, inaczej niż inni) żeby ona była szczęśliwa. Beż wahania zrobi wszystko czego ona będzie chciała (no może nie w dniach, w których ma wenę twórczą). Będzie doceniał to, że ona z nim jest, że wytrzymuje te jego fanaberie, że wspiera, że nie przeszkadza, że wie kiedy nic nie mówić, a kiedy mówić bardzo dużo, że nie namawia go do rozmów, jeśli nie ma na to ochoty, że pozwala mu znikać na godziny w przepastnym świecie własnej wyobraźni. On to wszystko doceni i odpłaci danej kobiecie najlepiej jak tylko będzie umiał.

Przykład Hanka Moody’ego nie jest być może najlepszy, ale dlatego, że jest przerysowany. Jeśli jesteście fanami literatury czy sztuki w ogóle to przyjrzyjcie się pracom artystów. Poczytajcie ich książki, obejrzyjcie obrazy, przeczytajcie wiersze i pomyślcie, że to co widzicie i wiele, wiele więcej siedzi cały czas w ich głowach i muszą sobie z tym radzić żeby nie zwariować. Dlatego nie miejcie im za złe jeśli czasem zrobią coś dziwnego, coś nie tak. Choć sam nie uważam się za pisarza (ludzie dla mnie ważni mówią mi, że nim jestem, ale jakoś nie mogę się przemóc), to myślę, że wiele dziwnych zachowań Hanka Moody’ego i innych artystów można bez problemu znaleźć i u mnie. Nie wiem czy to powód do niepokoju, ale dzięki temu mogliście przeczytać ten tekst i wszystko inne, co stworzyłem.

Pozdrawiam,
Kamil Bednarek
Czytajcie „Przywróconego”!

10/03/2014

Konkurs - Najlepsza książka na jesień

"Przywrócony: Świt Zmierzchu" nominowany do tytułu "Najlepsza książka na jesień"!

Moja debiutancka książka pt. "Przywrócony: Świt Zmierzchu" bierze udział w plebiscycie organizowanym przez portal granice.pl. Jest to czwarta edycja konkursu "Najlepsza książka na jesień". Dla mnie to ogromne wyróżnienie i samo to, że moje nazwisko pojawiło się obok J.K. Rowling, której książki czytałem w dzieciństwie jest już sukcesem. Ale nie osiadam na laurach i chciałbym powalczyć o ten tytuł. I tutaj potrzebna mi Wasza pomoc.

Proszę, byście zagłosowali tutaj http://www.ksiazkanajesien.pl/ w przedostatniej kategorii. Resztę możecie opuścić jeśli nie znacie tych tytułów. Z jednego adresu e-mail można oddać jeden głos.

Głosowanie jest bardzo proste, ale wyjaśnię tutaj jego etapy. Najpierw klikacie w podany wyżej link, potem w przedostatniej kategorii wybieracie moją książkę klikając w okładkę. Po prawej stronie będzie odnośnik "zagłosuj", po kliknięciu którego zostaniecie poproszeni o wypełnienie formularza. Tutaj wystarczy, że wpiszecie imię, nazwisko i adres mailowy i w przedostatniej kategorii "Kryminał, sensacja" z listy wybierzecie "Przywrócony: Świt Zmierzchu". Akceptacja regulaminu jest konieczna, ponieważ możecie wygrać książki, które biorą udział w plebiscycie.Klikacie przycisk "głosuję!" i to już prawie koniec. Potem na Wasz podany adres mailowy przychodzi wiadomość, z linkiem, którego kliknięcie jest konieczne by Wasz głos został zapisany (sprawdźcie spam, jeśli nie dostaliście go po chwili). To kończy głosowanie.

Dziękuję wszystkim za głosy. Powalczmy z J.K. Rowling! Ona już dużo wygrała :) Namawiajcie znajomych do głosowania. Każdy głos się liczy! A Wy możecie zgarnąć ciekawe nagrody pomagając mi przy okazji.

Pozdrawiam serdecznie,
Kamil Bednarek