Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

swieta

11/02/2014

Ah, te święta! - Halloween, Wszystkich Świętych, Zaduszki

Ah, te święta!




Święta, święta i po świętach. Było Halloween, było Wszystkich Świętych, były Zaduszki i od jutra do roboty. Tak cholernie nie mam weny, że napiszę po prostu to co widziałem i czego doświadczyłem przez te trzy dni. W Polsce nawet w takich rzeczach można zauważyć absurd. Może dzięki temu tekstowi uśmiechniecie się albo wstrząśnie Wami wściekłość, albo chociaż nie będziecie ziewać czytając.

Zacznijmy od Halloween. Święto to pochodzi z Wielkiej Brytanii i z USA (czyli de facto z Wielkiej Brytanii) i polega na przebieraniu się w śmieszno - straszne stroje i chodzeniu po domach, przy okazji zbierając obrzydliwą ilość słodyczy. W Polsce z tym chodzeniem po domach nie za bardzo wyszło, bo nawet teraz w trakcie swojskich Ostatków już się nie spotyka tych gromad dzieciaków biegających po domach (w sumie od święta to tylko ksiądz po kolędzie przychodzi i domaga się jakiegoś podarku). Zamiast chodzić po domach obcych ludzi, Polacy chodzą po domach znajomych i tam imprezują. Czy to są jakieś kinderbale, czy domówki dla młodzieży czy nawet dla zupełnie dorosłych, ludzie zbierają się i się bawią. Co w tym złego? No ja nie wiem, choć sam za imprezami nie przepadam. Jest jednak ktoś kto wie co w tym złego. Otóż środowiska katolickie mówią, że świętowanie Halloween prowadzi do satanizmu. Niemalże wypowiadają wojnę wszystkim przebranym za zombie, wampiry, duchy, budki telefoniczne, zegarki, dynie, batmanów, hulków, koty, psy i wielbłądy. Robią swoją inicjatywę Holy Wins, gdzie przebierają się za świętych. No i bardzo dobrze, że się przebierają, ale po co ta niechęć do drugiej strony? Niech jedni przebiorą się za zombie, a drudzy za papieża i niech się bawią. Chyba po to jest ten dzień, ale może się nie znam.

Wszystkich Świętych. Lubię ten dzień. Naprawdę jest co pooglądać na cmentarzu. Jest też taki całkiem fajny socjologiczny problem, ale do tego przejdziemy później. Zacznijmy od korków. Korki w ten dzień są wszędzie. Na drodze i parkingu do małego, wiejskiego cmentarza zazwyczaj posilają się kury, ale tego dnia nie ma jak przejechać, nie ma gdzie zaparkować. Nie mówię już o większych cmentarzach w miastach. Tam to jest dopiero Sajgon. U mnie sytuacja wygląda tak, że od jednego cmentarza do drugiego jest tylko mała droga i parking. Co roku robię sobie taki spacer między cmentarzami i przyglądam się tym wszystkim próbującym zaparkować ludziom. Ta wściekłość na ich twarzach. Rozumiem ludzi, którzy przyjechali na groby bliskich z daleka, ale są też tacy, którzy mają do cmentarza rzut kamieniem, ale mimo to wsiadają w swoją Skodę i jadą. Po co? Chcą pokazać, że mają? Nie wiem. Teraz przejdźmy w stronę wejścia na cmentarz. Tam przedzieramy się przez miliony zniczy, kwiatów, stroików i wszystkiego innego, na co idą miliony złotych każdego roku. Co ciekawe kiedy idziecie na cmentarz znicz kosztuje 30 zł, a kiedy z niego wracacie 17zł. Ładna różnica. Docieramy do bramy, a tam popcorn, hot dogi i wata cukrowa. Taaak. No cóż, ludzie głodnieją na cmentarzu (tak to sobie można wytłumaczyć), ale baloniki? Co to ma wspólnego? Balonik w kształcie nagrobka? Mniejsza z tym, liczy się tylko kasa przecież. Najgorsza z tego całego jedzenia jest wata cukrowa. Dzieciaki, które sięgają mi mniej więcej do pasa, łażą z tymi białymi, lepkimi kulami w tłumie ludzi. To jest dobre rozwiązanie, bo puszczasz takiego gnojka z watą przodem i lecisz za nim. Nikt cię nie będzie trącał, popychał, bo wszyscy się usuną z drogi. Ale jeśli ktoś się nie usunie to się uwali watą. To jeszcze nic, ale spaliny, kurz, brud z nagrobków, ludzie obijający się o to i ten mały, uśmiechnięty dzieciak wcinający to dziadostwo. A rodzice się cieszą, że nie zawraca im głowy i nie marudzi. Kiedy już dotrzemy na grób zobaczymy tam wielkie donice kwiatów, które zniszczą pierwsze przymrozki. Drogie kwiaty cięte, które również niedługo padną. Znicze, mnóstwo zniczy, bardzo dużo zniczy, w cholerę zniczy. I dobrze, nie mam nic przeciwko temu, ale za to drażni mnie to, że ludzie robią to na pokaz raz do roku. Znam rodziny, które mają kasę, a przychodzą na grób raz do roku, napierniczą tam tego wszystkiego żeby ludzie widzieli i zwijają się do domu. To jest straszne. Nie mówię żeby codziennie palił się znicz i codziennie były nowe kwiaty, nie przesadzajmy też, ale o przodkach należy pamiętać częściej niż raz w roku i pamiętać o szacunku, a nie o chęci pokazania się. No i wreszcie ten socjologiczny problem, o którym pisałem na początku. Rodziny spotykają się nad grobami. Nie mają czasu w inne dni, w inne święta, bo każdy spędza je w jakimś swoim gronie i nagle przychodzi 1. Listopada i: „O matko, jak my się dawno nie widzieliśmy! Co tam u was? Musimy się spotkać, zdzwonimy się koniecznie!”. Potem rodziny się rozchodzą i pojawiają się zasadnicze wątpliwości: „Kto to, do cholery, był?” ; „Chyba nie mam jej numeru”. Mogą być też gorsze, jak: „Ale przytyła! A te dzieci jakie brzydkie” ; „Taki mały ten znicz…, stać go na większe, skąpiradło” ; „Dobrze, że w ogóle się jaśniepan pojawił, dla rodziny to już czasu nie ma”. To są oryginalne teksty, zasłyszane na cmentarzu. Dziwni są ludzie jednak.

Zaduszki to święto, które tak naprawdę nie jest świętem. W tym dniu, według tradycji z mojego domu” jeszcze raz odwiedzamy groby bliskich. Zapalamy znicze również dalszym znajomym, którym nie zdążyliśmy zapalić dzień wcześniej. Jednak niektórzy ludzie wyznaczają sobie ambitne plany zobaczenia: „czy Nowaki ładnie grób w tym roku ubrali”. Plotki, ocenianie innych, dogryzanie sobie, to jest to co Polacy lubią. Niektórzy potrafią przejechać wiele kilometrów żeby połazić po cmentarzach i po prostu oglądać. Moim zdaniem nie jest to miejsce do podziwiania. Niech sobie idą do galerii czy muzeum.

Podsumowując to wszystko co miało miejsce w ostatnich dniach powiem tylko, że lubię ten długi weekend. Właśnie ze względu na to, że mam się czego czepiać. Gdyby nie było Wszystkich Świętych, to Wy byście nie dostali tego tekstu. Brak weny czasem gryzie bardziej niż może się wydawać. 

Kamil Bednarek
Kupujcie "Przywróconego" : goneta.net/Przywrócony

10/24/2014

Artyści są dziwni - w oparciu o "Californication"

"Artyści są dziwni"


Najpierw kilka słów wstępu co do tekstu, który zaraz przelecicie wzrokiem. Nadszedł moment, który nigdy miał nie nadejść. Zakładając tę stronę przekonywałem siebie, że to nigdy nie nastąpi, ale jednak muszę się złamać. Nie cieszcie się za wcześnie, nie zamykam strony. Będą natomiast pojawiały się tutaj wpisy bardziej pasujące do słowa „blog”. Miało takich nie być, ale niestety jestem zbyt mało towarzyski żeby bywać na różnych kulturalnych wydarzeniach co tydzień czy dwa żeby Wam je opisać i też nie chcę wstawiać co tydzień nowego opowiadania (nie chcę albo nie mogę, albo mi się nie chce ich pisać - wybierzcie sobie odpowiedź sami). Dlatego też będą się tutaj pojawiały różne dziwne wpisy od takiego jak dzisiaj, do którego zaraz przejdę, po coś w rodzaju recenzji. Oczywiście opowiadania też będą, ale z tym czasami bywają problemy. Będę tworzył te wpisy żebyście mieli co czytać w długie jesienne wieczory (bo oczywiście przeczytaliście już pierwszą część „Przywróconego” i teraz Wam się nudzi, jeśli nie przeczytaliście to na co jeszcze czekacie? goneta.net/Przywrócony). Przejdźmy jednak do dzisiejszego tematu.

Od dawna ludzie polecali mi serial „Californication”, a zwłaszcza kiedy dowiadywali się, że ja próbuję się bawić w pisarza. Mówili, że to serial o pisarzu, że będę się dobrze bawił, że warto obejrzeć. Ja to wszystko wiedziałem, ale nie miałem czasu na taki serial. W tym tekście będę się do niego odnosił, ale nie będzie to żadna forma recenzji. Po prostu zauważyłem kilka kwestii, które warto poruszyć i o których chciałbym napisać, ale jakoś nie było okazji. Potrzebowałem mobilizacji i „Californication” taką mobilizację mi dało i wyzwoliło te myśli. 

Zacznijmy od tego, że każdy twórca (podejrzewam, że nie tylko pisarz) miewa problemy by wydobyć z siebie chęć do pracy. Hank Moody (główny bohater) również ma z tym problem. Co prawda bardzo przerysowany, ale tak właśnie powinno być w serialach tego typu. Wiem jak to jest kiedy ma się w głowie mnóstwo pomysłów. Niemal widzi się całe strony tekstu ułożonego tak jak trzeba, a mimo to nie chce się tego zapisać. Jakaś niewidzialna siła powstrzymuje człowieka przed przelaniem tego na papier. To może trwać kilka dni, a może i lata, jak w przypadku Moody’ego. Brakuje jakiegoś impulsu, który by pobudził do pisania. Miałem tak kiedy czekałem aż moja książka zostanie wydana. To oczekiwanie wybijało mnie z nastroju do pisania. Nie mogłem, zwyczajnie nie mogłem, ale kiedy już wszystko było wiadomo, wszystko zaczęło iść ku dobremu momentalnie chwyciłem za pióro. Takie przestoje są chyba normalne i wydaje mi się, że potrzebne. Kiedy zbyt dużo i szybko się pisze człowiek zaczyna odczuwać to fizycznie. Bóle głowy, problemy ze snem, apatia, rozdrażnienie i wiele innych rzeczy potrafi się pojawić gdy za dużo się tworzy. Trzeba dozować sobie tę przyjemność, zwłaszcza kiedy tak bardzo wsiąka się w opisywany świat.

Drugą sprawą jest to, że artyści są dziwni. Nie ma co się sprzeczać. Każdy, kto tworzy jakąś tam sztukę ma coś nie tak z głową. W jak najbardziej pozytywnym sensie, ale patrząc przez pryzmat reszty społeczeństwa, jest dziwny. W grę wchodzą najróżniejsze kwestie. Od nawyków, które nikomu nie przeszkadzają, po nałogi. Hank pije, pali, ćpa i bzyka wszystko co się rusza. Jest nietowarzyski, uważa, że ludzie są głupi (i ma rację). Cały problem postrzegania takiego artysty bierze się z tego, że zwyczajni ludzie nie mają takiej wrażliwości. Czytelnicy moich tekstów nie mogą uwierzyć w to, że ja to wymyślam zupełnie na trzeźwo (czasem sam w to nie wierzę). Panuje taki pogląd, że pisarze się wspomagają w tworzeniu. Może tak jest, nie znam ich zbyt wielu, więc nie jestem w stanie stwierdzić jak to wygląda w większości. Natomiast wiem, że używki czasami nie mają nakręcać artysty do tworzenia, a wręcz przeciwnie, mają blokować, nazwijmy to, wizje, które go nękają. Kiedy cały czas myśli się o fabule, bohaterach, miejscach akcji, o kolejnych pomysłach, można się chcieć wyłączyć. Niestety używki to najbliższa i najłatwiejsza droga do tego. Osobiście nie popieram, ale żaden ze mnie autorytet w tej dziedzinie. 

Trzecią sprawą i prawdopodobnie ostatnią (bo serial zacząłem wczoraj i jeszcze jestem w pierwszym sezonie) będą problemy z kobietami. To wynika z tego samego, z czego wynikają problemy z częścią społeczeństwa. Artysta nie traktuje kobiety jak idioty (no przynajmniej nie każdej), ale rzadko ma szczęście spotkać taką, która wytrzyma jego zachowanie. Kobiety zazwyczaj lubią spotykać się z ludźmi, a pisarze nie do końca. Oczywiście czasem dadzą się wyciągnąć gdzieś (zwłaszcza jeśli im na danej kobiecie zależy), ale istnieje nieduża szansa, że będą się tam dobrze bawić. Nawet spotkania w gronie innych artystów nie są mile widziane. Ciężko jest też spotkać kobietę, która wytrzyma dziwne zachowania, nawyki, zmiany nastrojów u faceta. Przecież od nagłych zmian nastrojów są kobiety, czyż nie? A tymczasem to pisarz potrafi rano chodzić jak struty, a wieczorem niemal tańczyć i śpiewać. To pisarz potrafi nie odchodzić od biurka przez kilka godzin i nawet nie zauważyć, że jego pani gdzieś sobie w tym czasie poszła. Jeśli kobieta lubi porządek, a pisarz podczas pracy rozrzuca kartki, odstawia gdziekolwiek puste kubki, gasi pety na poręczy fotela czy robi cokolwiek innego, to dziewczyna będzie się wściekać i na dłuższą metę to nie będzie miało sensu, bo on nie zmieni sposobu pracy. To nie jest coś co można zmienić. Każdy artysta musi mieć odpowiednie warunki żeby cokolwiek mu się udało, bez nich nie da rady stworzyć nic. I ostatnia kwestia, czyli to, że artysta czasem jest jak dziecko. Potrafi się zgubić idąc na randkę, potrafi zapomnieć, że trzeba poprosić kelnera o rachunek, potrafi ochlapać kobietę wodą z parasola, próbując osłonić ją przed deszczem. To też może przeszkadzać, ale mogę napisać jedno, ale bardzo ważne zdanie. Jeśli mu zależy na dziewczynie to będzie się starał i zrobi wszystko (czasem może trochę nieudolnie, dziwnie, inaczej niż powinien, inaczej niż inni) żeby ona była szczęśliwa. Beż wahania zrobi wszystko czego ona będzie chciała (no może nie w dniach, w których ma wenę twórczą). Będzie doceniał to, że ona z nim jest, że wytrzymuje te jego fanaberie, że wspiera, że nie przeszkadza, że wie kiedy nic nie mówić, a kiedy mówić bardzo dużo, że nie namawia go do rozmów, jeśli nie ma na to ochoty, że pozwala mu znikać na godziny w przepastnym świecie własnej wyobraźni. On to wszystko doceni i odpłaci danej kobiecie najlepiej jak tylko będzie umiał.

Przykład Hanka Moody’ego nie jest być może najlepszy, ale dlatego, że jest przerysowany. Jeśli jesteście fanami literatury czy sztuki w ogóle to przyjrzyjcie się pracom artystów. Poczytajcie ich książki, obejrzyjcie obrazy, przeczytajcie wiersze i pomyślcie, że to co widzicie i wiele, wiele więcej siedzi cały czas w ich głowach i muszą sobie z tym radzić żeby nie zwariować. Dlatego nie miejcie im za złe jeśli czasem zrobią coś dziwnego, coś nie tak. Choć sam nie uważam się za pisarza (ludzie dla mnie ważni mówią mi, że nim jestem, ale jakoś nie mogę się przemóc), to myślę, że wiele dziwnych zachowań Hanka Moody’ego i innych artystów można bez problemu znaleźć i u mnie. Nie wiem czy to powód do niepokoju, ale dzięki temu mogliście przeczytać ten tekst i wszystko inne, co stworzyłem.

Pozdrawiam,
Kamil Bednarek
Czytajcie „Przywróconego”!

10/03/2014

Konkurs - Najlepsza książka na jesień

"Przywrócony: Świt Zmierzchu" nominowany do tytułu "Najlepsza książka na jesień"!

Moja debiutancka książka pt. "Przywrócony: Świt Zmierzchu" bierze udział w plebiscycie organizowanym przez portal granice.pl. Jest to czwarta edycja konkursu "Najlepsza książka na jesień". Dla mnie to ogromne wyróżnienie i samo to, że moje nazwisko pojawiło się obok J.K. Rowling, której książki czytałem w dzieciństwie jest już sukcesem. Ale nie osiadam na laurach i chciałbym powalczyć o ten tytuł. I tutaj potrzebna mi Wasza pomoc.

Proszę, byście zagłosowali tutaj http://www.ksiazkanajesien.pl/ w przedostatniej kategorii. Resztę możecie opuścić jeśli nie znacie tych tytułów. Z jednego adresu e-mail można oddać jeden głos.

Głosowanie jest bardzo proste, ale wyjaśnię tutaj jego etapy. Najpierw klikacie w podany wyżej link, potem w przedostatniej kategorii wybieracie moją książkę klikając w okładkę. Po prawej stronie będzie odnośnik "zagłosuj", po kliknięciu którego zostaniecie poproszeni o wypełnienie formularza. Tutaj wystarczy, że wpiszecie imię, nazwisko i adres mailowy i w przedostatniej kategorii "Kryminał, sensacja" z listy wybierzecie "Przywrócony: Świt Zmierzchu". Akceptacja regulaminu jest konieczna, ponieważ możecie wygrać książki, które biorą udział w plebiscycie.Klikacie przycisk "głosuję!" i to już prawie koniec. Potem na Wasz podany adres mailowy przychodzi wiadomość, z linkiem, którego kliknięcie jest konieczne by Wasz głos został zapisany (sprawdźcie spam, jeśli nie dostaliście go po chwili). To kończy głosowanie.

Dziękuję wszystkim za głosy. Powalczmy z J.K. Rowling! Ona już dużo wygrała :) Namawiajcie znajomych do głosowania. Każdy głos się liczy! A Wy możecie zgarnąć ciekawe nagrody pomagając mi przy okazji.

Pozdrawiam serdecznie,
Kamil Bednarek

9/29/2014

Opowiadania #4 - "Porwanie"

Przed Wami kolejne opowiadanie, które pozwoliłem sobie napisać. Napisałem je w godzinę, co rzadko mi się zdarza. Działałem pod wpływem silnej inspiracji i myślę, że moja Inspiracja wie o co chodzi. To opowiadanie jest dziwne, zaskakujące. Może być niezrozumiałe dla niektórych. W każdym razie zapraszam do czytania!

"Porwanie"



                Jesienne słońce wznosiło się na wieżowcami. Wysokie na 11 pięter budynki znajdowały się przy ruchliwej ulicy, na której, mimo południa, nadal tworzyły się korki. Na parkingu, który od wieżowca oddzielał jedynie chodnik stał samochód z włączonym silnikiem. Za jego kierownicą siedział młody mężczyzna o ciemnych włosach. Był średniego wzrostu, ale dobrze zbudowany. Miał wyraźnie zaniepokojoną minę. Denerwował się zupełnie jakby na kogoś czekał. Nagle otworzył drzwi i wyszedł na chodnik, którym przechodziła bardzo zgrabna dziewczyna o wyjątkowo długich blond włosach. Włosy te sięgały do końca jej pleców i były dosyć ciemne jak na blondynkę. Była średniego wzrostu i maszerowała nieświadoma tego co zaraz się wydarzy.
                Chłopak podbiegł do niej z tyłu. Jednym ramieniem chwycił ją w talii, a drugim zasłonił usta. Ona zesztywniała z przerażenia, nie mogła się zmusić do żadnego ruchu. Mężczyzna wciągnął ją do samochodu. Wrzucił na tylne siedzenie, zasłonił oczy nim zdołała zobaczyć kim on jest. Związał jej ręce i nogi i zakneblował usta. Poczuła, że samochód rusza. Łzy spływały jej po policzkach. Nie wiedziała co się dzieje, była przerażona. Kierowca nie odzywał się nawet słowem, a w radio grały piosenki zespołu Aerosmith. Czuła, że jadą, ale nie miała pojęcia dokąd. Nawet dźwięki, które mogłaby rozpoznać, skutecznie zagłuszały piosenki. Jak na ironię były to piosenki jej ulubionego zespołu, nie pomagały się jednak zrelaksować nawet w najmniejszym stopniu. Próbowała skupić się na zapachu, skoro wszystkie inne zmysły skutecznie jej blokowano. Starała się wyczuć czy zna ten samochód, albo zapach kierowcy… Nic nie było znajome. Wpadała w coraz większą panikę. Spróbowała rozwiązać ręce, ale nie dało rady. Były skrępowane zbyt mocno. Nogi? To samo. Nie było możliwości się uwolnić. O dziwo sznury nie obcierały jej nadgarstków ani kostek.
                Jechali tak dosyć długo, nie potrafiła stwierdzić ile dokładnie. Jednak od jakiegoś czasu droga, po której jechali, była bardziej wyboista. Samochód częściej podskakiwał w dziurach i częściej zwalniał wchodząc w zakręty.
- Las - pomyślała.
 Przez jej głowę przeszła myśl, że z tego lasu już nie wróci, że zostanie tutaj do końca świata. Wtem, zupełnie niespodziewanie samochód zatrzymał się. Silnik zgasł, usłyszała trzaśnięcie drzwi. Bagażnik otworzył się i zaraz zamknął.
- Wyjął łopatę, zaraz po mnie wróci - pomyślała przerażona.
Rzeczywiście tylne drzwi otworzyły się po chwili. Poczuła na sobie jego ciężar. Włożył swoje ramiona pomiędzy nią i siedzenia i podniósł ją delikatnie. Wyjął z samochodu i przeniósł kawałek. Usadził na czymś miękkim.
- Koc? - zapytała w myślach.
Rozciął jej więzy na nogach i na dłoniach. Wiedziała, że ma nóż w ręku, więc nie chciała ryzykować ucieczki. Wolała poczekać na rozwój wypadków. Wyjął jej knebel z ust i ściągnął opaskę z oczu. Zobaczyła, że jest na polanie znajdującej się na szczycie wzniesienia. Wokół niej rozciągał się las. Wysokie i smukłe świerki okalały łyse polany na szczytach gór. Rosa błyskała w promieniach słońca chowającego się powoli za horyzontem. Pomarańczowe niebo wokół słonecznej tarczy sprawiało wrażenie jakby ogień rozlał się po niebie. Promienie jesiennego słońca przebijały się przez gałęzie zielonych świerków tworząc niesamowite pokazy światła tańczącego na mchu wokół niej. Przez chwilę zapomniała o wszelkich problemach, nawet o tym, że ktoś ją porwał. Zapatrzyła się na piękno słońca zachodzącego nad górami. Promienie ogrzewały jej twarz. Lekki, ciepły wiatr rozwiewał włosy i muskał policzki. Czas stanął w miejscu, nie liczyło się nic poza pięknem świata. Żadne problemy, przeszłość ani przyszłość, tylko to co działo się w tej chwili. Z tego pięknego snu wyrwał ją czyiś oddech na szyi.
- Nie gniewaj się, ale wiem, że byłaś zbyt zapracowana żeby się zgodzić na taki wypad - chłopak szepnął jej do ucha.
- To ty! - krzyknęła i strzeliła go w pysk z taką złością, że facet upadł na koc, a ona dalej tłukła go wykrzykując każde słowo. - Jak mogłeś mnie tak wystraszyć! Prawie umarłam! Myślałam, że zginę! Że nie wyjadę z tego lasu! Ty! Ty! Ty…
Ścisnął jej ramiona i położył ją na sobie i skierował jej oczy w stronę pięknego widoku słońca chowającego się za horyzontem, ale pozostawiającego po sobie pomarańczowo - czerwono - różowe niebo. Nie dokończyła zdania, które chciała wykrzyczeć, ale już całkiem spokojna położyła głowę na jego klatce piersiowej i patrzyła na ostatnie chwile tego dnia. Dnia, który z koszmaru przerodził się w piękny sen.

9/22/2014

Podsumowanie FIVB Mistrzostw Świata w Siatkówce Mężczyzn Polska 2014



„Droga do historii”

Po wczorajszym historyczny finale Mistrzostw Świata w siatkówce byłem tak szczęśliwy, że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Emocje były tak duże, że miałem problemy z zaśnięciem i właśnie w nocy przyszła mi do głowy myśl żeby w jakiś sposób podziękować naszym Mistrzom. Nie wymyśliłem lepszego sposobu niż opisanie Ich drogi do Mistrzostwa z punktu widzenia kibica.

30.08.2014 - Mecz otwarcia Polska - Serbia
Mecz został poprzedzony fantastyczną ceremonią otwarcia, czuło się klimat czegoś historycznego. Nigdzie na świecie nie ma takiego klimatu na meczach siatkówki. Nie mogłem się już doczekać rozpoczęcia mistrzostw. Problemy w życiu prywatnym zepchnąłem na boczny tor i zasiadłem przed telewizorem. Mecz miał być najtrudniejszym w pierwszej fazie rozgrywek i pewnie był. Granie na stadionie nie jest normalne dla siatkarzy, zwłaszcza przy takiej ilości fanów. Rozpoczęliśmy zestresowani, ale Paweł Zagumny poukładał grę i poszło. Serbowie nie wytrzymywali presji trybun. Nie wytrzymali naszej dobrej zagrywki, a sami nie potrafili złamać naszego przyjęcia. 3-0 na otwarcie, lepiej być nie mogło.

2.09.2014 - Polska - Australia
Przenieśliśmy się do Wrocławia. Mała hala, ale jedna z bardziej szczęśliwych dla nas. Mecz z Australią był bardzo ważny ze względu na Igrzyska, na których z nimi przegraliśmy. Był ważny również dlatego, że punkty zdobyte z Australijczykami zabieraliśmy do drugiej fazy. Zaczęliśmy jednak tak jak trzeba było to zrobić. Sam Edgar meczu nie wygra i dobrze o tym wiedzieliśmy. Druga wygrana 3-0 i 6 punktów na koncie. 

4.09.2014 - Polska - Wenezuela
Ten mecz był trudny, bo zawsze trudno gra się z mało znanymi przeciwnikami. Wenezuelczycy wygrali wcześniej z Kamerunem i wiedzieli, że mogą awansować kosztem Australii. Postawili się, grali dobrze, ale nie dali nam rady. Nie utrzymali dobrego poziomu przez cały czas trwania meczu i przegrali 3-0. Nie było stresu, choć momentami zdarzało mi się krzyknąć, ale to całkiem normalne. 

6.09.2014 - Polska - Kamerun
Zmieniamy ustawienie, dajemy szansę rezerwowym żeby mieć siłę na ostatni mecz, dużo ważniejszy, z Argentyną. Wychodzimy trochę jak na trening. Nie ma takiej koncentracji, a Kamerun bawi się grą. O dziwo nie stresuję się, nie denerwuję, bo wiem, że ten mecz nie ma żadnego znaczenia. Wygrywamy 3-1, ale po walce. W tym meczu, mimo że tylko z Kamerunem, pokazaliśmy, że mamy stalowe nerwy w końcówkach.

7.09.2014 - Polska - Argentyna
Bardzo ważny mecz. Wygrana zapewnia nam komplet punktów w drugiej rundzie i prostszą drogę do szóstki. Dla Argentyny była to ostatnia szansa by liczyć się w turnieju. Porażka oznaczała dla nich tylko 3 punkty w drugiej fazie i marne szanse na wyjście dalej. Zagrali ambitnie, ale widać było, że nawet Julio Velasco nie poukładał tej drużyny do końca. Wygrywamy 3-0, tylko momentami tracąc głowy i zmuszając mnie do nerwów. Awansujemy do drugiej rundy z kompletem zwycięstw!

10.09.2014 - Polska - USA
W drugiej fazie zaczęły się schody. Co prawda przy dobrym układzie wystarczało wygrać dwa mecze, ale rywale byli niesamowicie trudni. Zaczęliśmy od zwycięzców tegorocznej Ligi Światowej. Przegrywamy 3-1, ale sam mecz stał na niebotycznym poziomie. Amerykanie popełnili mniej błędów. Ja zdarłem gardło przed telewizorem. W każdym secie była dla nas szansa, ale brakowało tego błysku, bo na takim poziomie to właśnie ten błysk może zaważyć. Walczymy dalej. 

11.09.2014 - Polska - Włochy
Mecz z jedną z dwóch drużyn, których serdecznie nie lubię. Włosi. Sędziują zawsze, zawsze się wszystkiego czepiają i prowokują. Wielka nerwówka po naszej stronie. Popełniamy błędy, gramy topornie. Niewiele brakuje żeby pożegnać się z turniejem przez porażkę ze słabymi Włochami, ale dajemy radę. Walką, ambicją, sercem, dajemy radę. 3-1, trzy punkty dla nas. Włosi już nie mają szans na wyjście z grupy. Odesłaliśmy ich do domu. Arrivederci! Cudowne uczucie mimo olbrzymich nerwów przez cały mecz.

13.09.2014 - Polska - Iran
Gładkie dwa pierwsze sety. Koncertowa gra. Wychodziło wszystko, a Iran stał i patrzył się jak grają najlepsi. Świetnie się oglądało jak lejemy Arabów. I nagle, w trzecim secie coś się zacięło. Przegrywamy, kontuzja Michała Winiarskiego, ale mimo to dajemy radę dociągnąć do końcówki. Niestety 2-1 i gramy dalej. Czwarty set gładko przegrany i już moje nerwy nie wyglądały tak dobrze jak po pierwszych dwóch. Piąty set, dramaturgia, nie potrafimy utrzymać przewagi, cały czas gonimy i wreszcie ostatni punkt dla nas! Wielka radość, wielka ulga. Teraz nadal wszystko pozostawało w naszych rękach. Awans był bardzo blisko!

14.09.2014 - Polska - Francja
Argentyna pokonała USA i dzięki temu zapewniliśmy sobie awans już przed naszym meczem. Gramy z Francją o pierwsze miejsce w grupie. Stres mniejszy, ale wiedząc, że można trafić na Brazylię i Rosję w trzeciej fazie trzeba było zająć pierwsze miejsce. Gramy spokojnie pierwszego seta, potem problem i jest 1-1. Wygrywamy trzeciego i jesteśmy o krok od pierwszego miejsca. Niestety nie potrafimy dobić rywala i doprowadzamy do piątego seta. Drugi z kolei tie break. Francja, pewna pierwszego miejsca, gra o zwycięstwo. Nie odpuszcza, ale my dajemy radę i wygrywamy. Takie zwycięstwa budują drużynę (i zabierają kilka lat z życia kibica).

16.09.2014 - Polska - Brazylia
Losowanie. Po tym było widać jak Polacy jako gospodarze nie potrafią sobie ustawić turnieju. Trafiamy do grupy, z której nie można było wyjść. Mistrz Świata i Mistrz Olimpijski są naszymi rywalami. Zaczynamy od meczu z Brazylią. To druga drużyna, której serdecznie nie cierpię. Niemal z tych samych powodów co Włochów. Pierwszy set na wielkich nerwach, ale wygrywamy do 22. Drugi niestety w plecy. Jest nerwowo. W trzecim secie rozbijają nas kompletnie. Nie ma przyjęcia, nie ma zagrywki, nie ma ataku, nie ma nic. Czarne myśli przychodzą do głowy. Po krótkiej przerwie wychodzi odmieniony zespół. Chłopaki bawią się po każdej wygranej akcji. Cieszą się jak juniorzy. Brazylia zaczyna się denerwować. To oni są mistrzami takich prowokacji. Nam zaczyna wychodzić wszystko, a im nic! Wygrywamy do 18 i gramy trzeci z rzędu pięciosetowy mecz! Zaczynamy od prowadzenia, jest pięknie, ale oni nas doganiają. Prowokują. Sędzia popełnia błąd za błędem. Nie wykorzystują piłki meczowej, my naszej też nie. Wreszcie ostatnia kontra, Kłos uderza w aut i to daleko. Siadam na fotelu załamany, że nie wykorzystaliśmy sytuacji. Chłopaki proszą o challenge, wyglądają na przekonanych, że było po bloku. Wojciech Drzyzga dostał sygnał od wozu, że było! Ale czy sędzia do zobaczy?! Zobaczył! Wściekli Brazylijczycy, którzy nie potrafią przegrywać, zachowali się karygodnie, ale kogo to obchodzi! Ogrywamy ich!

18.09.2015 - Polska - Rosja
Oczywiście dzień wcześniej Rosjanie nie pomogli nam awansować i nie ograli Brazylii. Ważniejsze jest to, że grali słabiutko, a musieli wygrać z nami za trzy punkty żeby awansować. Spodek wygwizdał ich hymn, co nie było dobre, bo mogło ich rozjuszyć. Nie ważne. Gramy pierwszego seta. Nerwowo, ale pięknie! Wygrywamy! W drugim to samo i szał radości na trybunach i wśród zawodników. Będziemy grać o medale! Teraz trzeba ten mecz wygrać żeby grać ze słabszymi Niemcami w półfinale. Widać, że emocje skończyły się po 10 minutowej przerwie. Rosja grała na stojąco. My byliśmy w takiej euforii, że to wystarczało. Ja wściekałem się, że ich nie dobijają 3-0 tylko niepotrzebnie tracą siły! Przegrywamy dwa sety z rzędu, choć można było to skończyć 3-1, głupie błędy zaważyły na tym. Gramy kolejny piąty set z rzędu! Ale gramy go pięknie, jakby nowe siły wstąpiły w chłopaków. Zebrali koncentrację i zajmujemy pierwsze miejsce w grupie! 

20.09.2014 - Polska - Niemcy
Brazylia ograła Francję po fantastycznym meczu i czeka w finale. Znowu oni… Idą po czwarte z rzędu mistrzostwo. Musimy wygrać ten mecz żeby tego nie zrobili! Niemcy grają fantastycznie, lepiej niż we wszystkich dotychczasowych spotkaniach. Punkty padają seriami, my mamy słabe przyjęcie przy zagrywce, której nikt nie powinien się bać. Grozer strzela 131km/h i to potrafimy przyjąć, a baloniki nas wykańczają! Pierwszy set na przewagi po wielkich nerwach. Nie pamiętam dokładnie końcówki, to były za duże emocje. Drugi to samo. Niemcy popełniają błąd przy przechodzącej piłce i to nas ratuje. Nie! Ratuje nas walka do samego końca! Po przerwie przegrywamy seta, ale też w samej końcówce. Tie break? Miejmy nadzieję, że nie, bo tego to już chyba nie wytrzymam. Gramy lepiej, jakby z mniejszymi nerwami. Nadal nie potrafimy utrzymać przewagi, ale Niemcy coraz częściej popełniają błędy. Denerwują się, ja też. Wreszcie udaje się odskoczyć. Ostatni punkt, zagrywka fatalna. Piłka lecąc płakała, ale i tak nie było dokładnego przyjęcia! Piłka do Mariusza, bo gdzie indziej. Atak po prostej (!) i koniec! Jesteśmy w finale Mistrzostw Świata! Euforia, ale zaraz potem chłodne wypowiedzi chłopaków. Mamy jeszcze jeden mecz do wygrania! O to chodzi!

21.09.2014 - Polska - Brazylia
Od samego rana nerwy. Nie mogę usiedzieć na miejscu. Czemu oni muszą grać tak późno?! Obejrzałem mecz o trzecie miejsce. Niemcy gładko wygrali. Szkoda Francji, ale w sumie wszystko mi było jedno. Ja chcę już finał! Przed finałem równo o 20 włączyłem kanał 444, uchyliłem okno, przymknąłem balkon. Usiadłem na fotelu. Wszystko zrobiłem tak jak zawsze żeby nic nie przyniosło pecha. Hymn zaśpiewany tak, że łzy stanęły w oczach. Gramy! Brazylia zaczyna mocno, my gramy za miękko. Za słabo, za mało myślimy na boisku. Nasze zagrywki nic im nie robią. Tracimy od początku. Set na straty. Stephane podgrzał rezerwowych. Przegrywamy, ale to jeszcze nic nie znaczy (chociaż wiedziałem, że jak gry nie poprawimy to będzie źle). Drugi set znowu nerwówka, ale Brazylia zaczyna gorzej przyjmować. Przestaliśmy celować w Murillo i to się opłaciło! Wygrywamy do 22, ale mogło być wyżej! Mika gra fantastyczne zawody. Chłopak, który na początku Ligi Światowej grał słabiutko i tylko kontuzja Kubiaka pozwalała mu w ogóle przebywać na parkiecie został bohaterem. Po 10 minutowej przerwie zaczynamy grać dalej. Widać, że Brazylia denerwuje się coraz bardziej. Wszystko idzie coraz lepiej po naszej stronie. Wychodzą nam zagrania, które nie mają prawa wyjść. Paweł Zagumny gra tak jak przystało na wielkiego mistrza. Rozprowadza brazylijski blok po kątach! Ostatni set! Musi być ostatni, ale oni nie mogą tak myśleć. Muszą wyjść i zagrać swoje. Grają! Grają pięknie! Brazylia odskakuje w końcówce, ale my ich dochodzimy! Potem sami się mylą. Lucarelli przechodzi linię środkową, Lucarelli dostaje czapę, Eder zbija w siatkę, tego już nie można przegrać! Ostatnia piłka 24-22. Przyjmujemy. Paweł gra do Mariusza, a ten kończy reprezentacyjną karierę w najpiękniejszy możliwy sposób. Atakuje spokojnie, daleko, w ósmy metr boiska i JESTEŚMY MISTRZAMI ŚWIATA!!!

Szał radości. Ręce mi się trzęsą, wzruszenie ściska gardło. Zrobili to! Nie byłem pewny czy to się dzieje naprawdę. Przy żółtej kartce dla Philippa Blaina miałem deja vu. Widziałem już kiedyś identyczną sytuacje, wszystko było tak samo, ale nie pamiętałem jak się wtedy skończył mecz. Ale teraz skończył się cudownie! Pierwsze słowa jakie skierowałem do koleżanki brzmiały: „Nie wiem czy to się dzieje, to jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu”. Stephane był moim siatkarskim idolem, był najlepszym siatkarzem na świecie, a teraz okazał się najlepszym trenerem na świecie. Jego duet z Blainem, cały sztab i wreszcie wspaniała 14 chłopaków, którzy jak nikt inni zasłużyli na to złoto. Tak ciężkiej drogi do finału nie miał nikt. Pokonaliśmy wszystkie najtrudniejsze przeszkody, zmienialiśmy hale, musieliśmy się przystosowywać do nowych warunków, a mimo wszystko wygraliśmy. Na takie dni czeka się całe życie, takie dni zostają w pamięci do śmierci. Dziękuję za wszystkie nerwy, które straciłem, za wszystkie przekleństwa, którymi rzucałem, za każdą zdartą strunę głosową, za wszystko. Jesteście Mistrzami Świata! Nagrody indywidualne jak zawsze rozdzielone między zawodników pierwszej czwórki. Gdyby nie ta kurtuazja to my powinniśmy zgarnąć większość, ale mniejsza z tym, bo mamy najważniejszą czyli złoto! Jestem tak dumny, że nawet pisząc o tym łzy spływają mi do oczu. Dziękuję!