Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

swieta

10/17/2015

Życie boli #4 - Wczorajsi w EskaTV

Życie boli #4 - Wczorajsi w EskaTV
 


Już pewną tradycją tego cyklu stało się to, że omawiam w nim staropolską zasadę „ludzie to debile”. To nie jest tak, że ja celowo wybieram takie tematy żeby pasowały do tej bogatej sentencji. Po prostu życie udowadnia, że tak właśnie jest. Historia, którą Wam przedstawię dziś będzie nosić w sobie pewne przesłanie, także uważajcie czytając, bo możecie go nie wyłapać.

Zacznijmy od wyjaśnienie kwestii tego, że oprócz sportu i kilku, dosłownie kilku, programów nie oglądam telewizji. Niestety w tym momencie jestem chory. Przyplątał się jakiś wirus, który pewnie złapałem od jakiejś bardzo atrakcyjnej koleżanki i niestety leżę w łóżku prawie umierając. Leżąc obłożnie chorym (jak to facet z katarem) włączyłem telewizor i skakałem po kanałach. Coś tam obejrzałem, chwilę przysnąłem i znowu trochę pooglądałem i nagle, tuż przed wyłączeniem odbiornika i pójściem spać na dobre, zobaczyłem na EskaTV program „Wczorajsi”. 

Dla tych, którzy nie wiedzą o czym jest ten program już spieszę z wyjaśnieniami. Ekipa EskaTV idzie z delikwentem na imprezę i nagrywa jak dana osoba się „bawi”. Na drugi dzień pokazują tej osobie film z melanżu, a ona przeżywa jak mogła coś takiego zrobić. Ja sam jestem abstynentem, nie imprezuję też, więc nie wiem jak to do końca wygląda od wewnątrz. Nie jest łatwo mnie zaskoczyć, a zszokować to już się naprawdę bardzo rzadko udaje, a jednak jak zobaczyłem co ekipa Eski nagrała na imprezie w klubie to opadła mi szczęka i złapałem się za głowę.

Koleś nawalony jak szpadel wyrzucił z ósmego piętra gaśnicę, którą wcześniej odpalił w domu. Gruba kobieta wypiła tyle, że nie mogła mówić, ale to wszystko nic, to działo się w domu, nikt nie zginął, więc nie to mnie tak wzburzyło. Za to ta historia mnie wyprowadziła z równowagi tak, że mimo gorączki nie mogłem zasnąć. W klubie laska pije jednego za drugim, niby tańczy w międzyczasie, ale niewiele jej tego alkoholu wyparowuje. Przewraca się na tych szpilkach, wpada w łapy facetów, tańczy z nimi tak, że w filmach porno tak się nie ocierają (nie widziałem, koledzy mi opowiadali), gdyby nie koleżanka to z czterema by się puściła, chciała się bić z kimś, kogo widziała tylko w pijackim omamie, zaczepiała mężczyzn idących spokojnie ulicą. Gdyby nie jej koleżanka, która trzymała się sporo lepiej, to mimo, że miała chłopaka, skończyła by nabita na kogoś innego. Weszła do łazienki i nie kontrolowała się na tyle, że osikała sobie spódnicę z tyłu. Kiedy zaliczyła zgon koleżanka odwiozła ją do domu. Oczywiście kiedy ta gwiazda oglądała materiał płakała i zarzekała się, że więcej czegoś takiego nie zrobi, w co ani prowadzący, ani je nie uwierzyliśmy. 

I teraz to przesłanie, które od razu przyszło mi do głowy. Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że kobiety również mogą dużo wypić. Widziałem to na własne oczy i już wtedy mnie to przeraziło, ale byłem przy tym, wszystko miałem pod kontrolą i nie zastanawiałem się nad sprawą jakoś głębiej. Dopiero wczoraj pod wpływem wczorajszego programu pomyślałem nad tym skąd u facetów biorą się obawy, kiedy ich damy wchodzą z domu bez nich. Każdy facet ma w głowie obraz, który ja zobaczyłem w programie „Wczorajsi”. Nie twierdzę, że wszystkie dziewczyny tak robią, ale jednak my nie widzimy, Drogie Panie, tego co wy tam robicie. A „no zapytaj koleżanek, jeśli mi nie wierzysz” nie wiele pomaga. To jest tak samo wiarygodne jak Wasze pytanie naszych kolegów czy u nich nocowaliśmy. Do ilu byście nie zadzwoniły tylu potwierdzi, że byliśmy na noc i co więcej, nadal u nich jesteśmy. Tutaj nawet nie chodzi o zdradę, to jest najmniejszy problem w tym wszystkim. W stanie w jakim możecie się znaleźć, możecie zostać porwane, pobite, zgwałcone, okradzione, a my się o to martwimy. Dlatego jeśli Wasz mężczyzna jest zły, bo wybieracie się gdzieś bez niego, to nie miejcie mu tego za złe. On po prostu się martwi, a że faceci o uczuciach nie rozmawiają chętnie to będzie chodził wewnętrznie wkurwiony jak dzik, nie będzie spał, dopóki nie wrócicie do domu, a w międzyczasie będzie się zastanawiał, aż do szaleństwa, o tym co w danej chwili robicie. 

Tyle ode mnie. Nie jestem autorytetem w żadnym temacie, ale jednak może ktoś po przeczytaniu tego tekstu co nieco przemyśli. 


Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)


10/05/2015

Przywrócony: Zenit - gdzie kupić, promocje, prezenty

Szanowni czytelnicy,
dostaję od Was wiadomości z pytaniami gdzie można kupić "Przywróconego" poza stroną wydawnictwa. Wiem, że macie konta w różnych internetowych księgarniach i wygodniej byłoby dla Was jeśli moglibyście sobie egzemplarz kupić właśnie tam. Poniżej znajdziecie wszystkie informacje co i jak.

1. Empik
Przywrócony. Zenit - PROMOCJA

2. Gandalf
gandalf.com.pl/e/przywrocony-zenit/

3. Virtualo
virtualo.pl/przywrocony_tom_2_zenit

4. Ebookponit.pl
ebookpoint.pl/ksiazki/przywrocony-tom-2-zenit

5. Eplaton.pl
eplaton.pl/ebook-przywrocony-tom-2-zenit

6. Koobe.pl
koobe.pl/przywrocony-tom-2-zenit

7. Ebookoo.pl
ebookoo.pl/Przywrocony-Tom-2-Zenit

8. Inbook.pl
inbook.pl/przywrocony-tom-2-zenit

Na każdej z wymienionych stron cena książki jest inna, pojawiają się bardzo często różne promocje i przeceny, więc można kupić taniej niż na stronie wydawnictwa. Oczywiście wiadomo, że im więcej pośredników tym więcej ludzi do podziału pieniędzy. Jeśli chcecie żebym nie musiał się dzielić to zapraszam bezpośrednio na stronę wydawnictwa:

Goneta.net
goneta.net/przywrocony-tom-2-zenit

Zapraszam do czytania i przypominam o prezencie, który dla Was przygotowałem. Jeśli kupicie drugą część, a nie macie pierwszej to wystarczy potwierdzenie zakupu wysłać do mnie mailem albo przez prywatną wiadomość na facebooku, a wtedy ja odeślę Wam autorski egzemplarz pierwszej części. Wszystkie potrzebne dane macie po prawej stronie postu, który właśnie czytacie. Tam jest adres e-mail i odnośniki do facebooka.

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania!
Kamil Bednarek

10/02/2015

Życie boli #3



Życie boli #3

Siemandero, dzisiaj pogadamy o dwóch rzeczach. Pierwszą będzie to dlaczego życie tak bardzo boli, a drugą będzie to dlaczego ludzie to debile. Zanim jednak przejdę do sedna sprawy to się podreklamuję. Jeśli macie wolne piętnaście złotych i chcecie sobie poczytać książkę to kupcie moją (tutaj macie link). Taka niespodzianka jeszcze, jeśli ktoś teraz kupi drugą część, a nie ma pierwszej to wystarczy, że wyśle do mnie potwierdzenie zakupu drugiej części, a ja mu wyślę pierwszą. 

Zacznę od tego, że życie boli. To już wiemy, ale dlaczego tym razem? Już Wam mówię. Jak człowiekowi nic w życiu nie wychodzi, cały czas mu wieje wiatr w oczy, co wyjdzie na trawnik to wdepnie w gówno, no to już jest do tego przyzwyczajony. No i jak przytrafi mu się nowe nieszczęście to nie przejmuje się już tak bardzo, no bo jest przyzwyczajony. Jeśli zupełnie przypadkiem znajdzie pięć złotych na chodniku to jest najszczęśliwszy na świecie. Gorzej jest kiedy komuś w życiu się przeplata. Ja tak mam. Za każdym razem jak coś mi się spodoba, coś zaczyna się dobrze układać, a jak nie daj bóg zacznę coś planować, to już można obstawiać w STSie, że wszystko się spierdoli. I tak zaczynając od jakiś zupełnie błahych spraw jak jazda rowerem, a kończąc na zupełnie egzystencjalnych kwestiach. Jak tylko zapala się światełko radości to dostaję wiadro najbardziej zimnej wody ever. I to wcale nie jest Ica bucket challenge. To wkurza jeszcze bardziej. Dajesz dziecku zdalnie sterowany samochodzik, pokazujesz jak się nim jeździ, dajesz mu tego pilota i kiedy już sam ma pojeździć z radością w oczach, rozpierniczasz mu to autko w drobiazgi. Tak to właśnie działa.

No i druga rzecz. Ludzie to debile, ale to już wiemy. Również zapytacie skąd ten wniosek teraz. Ano już spieszę z wyjaśnieniami. Byłem na turnieju rycerskim i tam wiadomo, huk armat i inne takie, a ludzie z dziećmi poniżej lat trzech. Te dzieciaki w płacz po wystrzale i tylko niepotrzebnie ucho drażnią. Nie chodzi o to, że dzieci nie powinno tam być, tylko o to, że one i tak nic z tego nie pamiętają, nie interesuje ich to i tylko wkurzają innych. A jak rodzice nie mają z kim pociech zostawić to niech siedzą z dupami w  domu, a nie innych drażnią. No i druga sprawa, hejterzy, wiem że wszędzie są, ale żeby na turnieju rycerskim, na który wstęp był płatny? Iść i narzekać, że zimno, że w cieniu, że na słońcu, że konie srają, że rycerze udawani, że armaty strzelają papierem, że dzieci płaczą, że kiedyś było lepiej. To zostań w domu i nie marudź. 

Tyle miałem do powiedzenia dziś. Czekam na wiadomości od Was w sprawie niespodzianki książkowej. Narciarz farciarz.
Kamil Bednarek

9/27/2015

Opowiadanie #9 - "Bo nic nie pozostało" cz. 5

Drodzy czytelnicy,

nie będę po raz kolejny tłumaczył się dlaczego mnie nie było tak długo. W każdym razie macie ostatnią część opowiadania, w której wszystko się rozstrzygnie. Będą wybuchy, będą mordobicia, czyli to czym lata 80' w kinie akcji słynęły. Zapraszam do czytania.

Poprzednie części:
"Bo nic nie pozostało" cz.1
"Bo nic nie pozostało" cz.2
"Bo nic nie pozostało" cz.3
"Bo nic nie pozostało" cz.4

Bo nic nie pozostało cz. 5

Czarna furgonetka mknęła ulicami miasta. Było ciemno, słońce ni zdążyło jeszcze wzejść, więc nikt nie mógł zauważyć czarnego pojazdu. Wewnątrz siedziała grupa pięciu mężczyzn, uzbrojonych po zęby. Nie mieli na sobie kominiarek czy kamizelek kuloodpornych. Samochód prowadził Stevens, dowódca i najbardziej doświadczony policjant, były żołnierz. Obok niego siedział Marcus, młokos, który niedawno trafił do zespołu, człowiek, który pogubił się w życiu, ale mimo wszystko chce zrobić coś dobrego. Z tyłu znajdował się Woods, były bokser, którego cechowała wrodzona brutalność. Kirk, olbrzym, który lubił awantury i Ying, uciekinier z Korei Północnej, wyszkolony do zabijania i nad wyraz brutalny. Ta ekipa kierowała się do posiadłości Pinto, Kolumbijczyka, który dorobił się na handlu narkotykami, a teraz trzyma za gardło całe miasto robiąc w nim wszystko na co przyjdzie mu ochota.
- Panowie - Stevens przerwał ciszę. - Powtórzmy jeszcze raz co robimy.
- Tak jest - rzucił Kirk. - Ja z Woodsem wpierniczamy się na główną bramę. Robimy hałas, obijamy mordy i spadamy na tył.
- W tym czasie ja - zaczął Ying - przejdę przez płot od strony rzeki i wyłączę prąd przy okazji zabijając kogo się da.
- Zgadza się. Ja z młodym rozstawimy granatnik na górce i otworzymy ogień. Ta broń ma dwanaście strzałów, więc trochę zamieszania zrobi. Kiedy będzie strzelać podejdziemy bliżej i wejdziemy za ogrodzenie od wschodniej strony.
- Jak już zajmiemy strażników na tyle żeby się zlecieli przy głównej bramie wracamy do furgonetki i wjeżdżamy do środka.
- To bardzo ważne! Mamy tutaj trzysta kilo materiałów wybuchowych. Wjeżdżacie do środka i jedziecie prosto na willę. W ostatniej chwili musicie wyskoczyć i odpalić ładunki. Bez dziury w ścianie nie wejdziemy do środka.
- A w środku - Marcus uśmiechnął się - bawcie się jak najlepiej, tylko zabijcie Pinto. Samochód zatrzymał się kawałek od brzegu szerokiej i brudnej rzeki. Marcus i Stevens wynieśli z niego spory granatnik i udali się w pobliskie zarośla. Ying ubrany w piankę do nurkowania zanurkował w toń brudnej wody. Pozostała dwójka wsiadła do auta i pojechała dalej.
- Wiesz, który jest dzisiaj? - zapytał Marcus.
- Chyba dwudziesty szósty, a co?
- Dokładnie rok temu ją poznałem.
- Pamiętasz takie rzeczy? - zdziwił się Stevens.
- Pamiętam wszystko co ma związek z tą kobietą…
- Nigdy nie kochałem tak bardzo jak ty, młody.
- To się ciesz - burknął i zajął się rozstawianiem sprzętu.
Światła wokół płotu i w domu zgasły co oznaczało, że Ying zrobił swoje. Stevens odpalił granatnik i razem z Marcusem ruszyli biegiem przez niewielki mostek prowadzący do wschodniej strony muru.
Tymczasem przed główną bramą słychać było strzały. Ochroniarze Pinta nie do końca widzieli do kogo strzelają, ale bronili się przed rzucanymi w ich kierunku granatami. Nagle wybuchy granatów usłyszeli również wewnątrz posiadłości, nie wiedzieli zupełnie co mają robić. Zobaczyli tylko dwa światła czarnej furgonetki, która przebiła się przez nich i przez bramę i pomknęła prosto w stronę wielkiego domu. Zatrzymała się dopiero na tarasie, którego dach podtrzymywały marmurowe kolumny. Ziemia zadrżała od wybuchu jaki wysadził pół ściany willi Pinta.
- Ying, szybko do środka! - krzyknął Kirk.
- A Stevens?
- Biegną tam!
- Naprzód! - Woods wyrwał się z karabinem w dłoni.
Kurz po wybuchu jeszcze nie opad, a ekipa uderzeniowa już była w środku. Część ochroniarzy zginęła na miejscu, więc policjanci mieli mniej roboty. Rozbiegli się po korytarzach olbrzymiego domostwa narkotykowego barona. Każdy wybrał swój korytarz. Woods biegł pierwszy, skręcił na schody w górę i od razu odbił się od jednego z ochroniarzy Pinta. Juanito był byłym zapaśnikiem. Walczył w największych federacjach Ameryki Południowej. Miał szansę na wielkie pieniądze, ale wybrał narkotyki i Pinto to wykorzystał. Latynos był wielkim facetem, miał ponad dwa metry wzrostu i olbrzymie mięśnie. Woods odbił się od niego, mimo że też malcem nie był.
- No i o to mi chodziło! - ucieszył się policjant.
- Nie wiem ilu was tutaj wpadło, ale będzie jednego mniej - odpowiedział Juanito.
- Skończ pierdolić…
Woods nie chciał już gadać, wyprowadził prawy sierpowy, który wstrząsnął olbrzymim Latynosem. Ten otrząsnął się i rzucił Woodsa na ziemię. Czarnoskóry bokser wolał walczyć stojąc, ale dawał radę również na ziemi. Obijał żebra wrestlera kiedy ten złamał mu nos uderzeniem głową. Rozwścieczyło to policjanta. Przetoczył ochroniarza na plecy i siedząc na nim obijał mu twarz niemiłosiernie. Skończył dopiero kiedy z twarzy Juanita została miazga. Ruszył dalej, chociaż czuł skutki tej walki.
Kirk wbiegł w grupę nadbiegających gangsterów i zaczął do nich strzelać ze swojego karabinu. Niestety było ich zbyt wielu i nie mógł się przebić, zatrzymało to jego szybki atak i z tyłu nadbiegli kolejni. Zdążył zabić czterech, ale piąty trafił go w kolano. Wielki chłop przyklęknął, ale strzelał dalej. Dostał drugą kulę, tym razem w brzuch. Nie powstrzymało go to do końca. Dopiero trzecia i czwarta rana sprawiła, że wypuścił karabin z rąk. Nadbiegł cały oddział ochroniarzy Pinta i chciał złapać żywego policjanta, ale Kirk wyciągnął zawleczkę granatu.
- To się pożegnam z hukiem…

Ying usłyszał głośny wybuch, ale wyszarpnął nóż z klatki piersiowej jednego z ochroniarzy i pobiegł dalej. Dostał mocny cios w tył głowy i pociemniało mu w oczach. Zdążył jeszcze kątem oka zobaczyć zbliżające się nunczako.  Zasłonił się dłonią, ale usłyszał tylko odgłos łamanych kości. Ból był taki, że oparł się o ścianę. Azjata, który stał naprzeciwko niego po raz kolejny zaatakował. Tym razem jednak Ying w ostatniej chwili uchylił się przed ciosem. Uderzył napastnika, ale zapomniał, że ta ręka oberwała i ściągnięty bólem stracił czujność. Otrzymał kolejny cios w głowę. Padł na marmurową podłogę, która od razu zaczęła pokrywać się krwią. Azjata chciał pobiec dalej, ale policjant złapał go za kostkę i pociągnął w swoją stronę. Tamten przewrócił się i broń wypadła mu z dłoni. Ying nie wahał się nawet przez sekundę i wbił mu nóż w nerkę.
Marcus ze Stevensem wbiegli do gabinetu Pinta. Przedtem musieli wywarzyć drzwi. Gangster był niskim, grubym mężczyzną z długimi, czarnymi i mokrymi od potu włosami. Wąsy wyrastały mu pod długim, zakrzywionym nosem.
- Panowie! - zapiszczał Pinto. - To się nie musi tak skończyć! Ja mam pieniądze! Dam wam ile chcecie! Wszystko wam dam!
- Zastrzel go, Stevens - Marcus uśmiechnął się.
- Nie powinniśmy poczekać aż skończy gadać żeby jego ludzie zdążyli tutaj dobiec i nas zabić?
- To by było bardzo logiczne, ale nie mamy tyle czasu.
- No tak…
Pociągnął za spust i mózg Pinto pokrył ścianę. Mężczyźni szybko opuścili pomieszczenie i zaczęli uciekać w stronę wyjścia, które stanowiła wielka wyrwa w ścianie. Po drodze zebrali ze sobą Woodsa i Yinga.
- Daliśmy radę? - Zapytał Ying ocierając krew z oczu.
- Tak, Pinto wypadł z biznesu.
- Plan młodego wypalił.
- GDZIE?! - rozległ się głośny ryk nim odbiegli dalej od domu.
Odwrócili się wszyscy i zobaczyli wielkiego chłopa z miazgą zamiast twarzy.
- To mój koleś, załatwię go do końca! - Woods ruszył do przodu.
- Nie, wy musicie stąd spierdalać żeby utrzymać porządek po tym co się stało - Marcus mówił z zupełną powagą. - Potrzeba doświadczenia i szacunku, a wy to macie.
- Damy mu radę we czterech - Stevens wtrącił.
- Nie będzie tutaj sam, już biegną kolejni. Zatrzymam ich - uśmiechnął się.
- Pojebało cię?!
- Stevens, wiesz o co chodzi. Idźcie już.
- Chodźmy…
Marcus posłał im jeszcze uśmiech i ruszył w stronę Juanita. Reszta oddziału biegiem opuściła posiadłość. Kiedy Marcus znalazł się naprzeciwko rywala wokół zdążyła się już zgromadzić jeszcze kilku ochroniarzy z bronią.
- Dlaczego nie uciekłeś jak reszta panienek? - zapytał Juanito sepleniąc nieziemsko.
- Chciałem Cię zobaczyć z bliska - odpowiedział Marcus z uśmiechem.
- Będziemy sobie gadać czy podejdziesz?
- Myślałem, że nie zaproponujesz…
Marcus doskoczył do dużo wyższego Juanita i huknął go w brzuch. Latynos zgarbił się, ale od razu wyprostował i oddał ciosem w twarz. Marcus zatoczył się i przyklęknął na jedną nogę.
- Kiedyś oglądałem wrestling - powiedział ocierając usta, z których ściekała krew. - Myślałem, że nie jesteście aż takimi ciotami.
Juanito ruszył na niego i huknął kolanem w głowę. Młody chłopak padł jak długi, ale przed kolejnym atakiem zdążył się odsunąć i chwycił go za kostkę. Wykręcił kolano i szarpnął. Dźwięk łamanych kości został przerwany przez krzyk Latynosa.
- Nie przyda ci się to, ale jakbyś kiedyś miał walczyć z wielkim gościem to złam mu kolano. Klęcząc nie będzie już taki duży - Marcus uśmiechnął się jeszcze raz.
Juanito nic nie odpowiedział, zerwał się na jednej nodze i doskoczył ponownie do przeciwnika. Przewrócił go na ziemię i zaczął go obijać. Krew tryskała z twarzy Marcusa, ale ten ostatkiem sił wbił mu kciuki w porozbijane już wcześniej oczy. Wściekły gangster podniósł się z ziemi wraz z Marcusem przyczepionym do jego głowy. Bił go w tułów, ale po chwili padł na kolana, a potem na bok i przestał oddychać. Marcus ledwo się podniósł. Trzymał się za żebra, a z jego twarzy pozostał jeden wielki strup. Niepełne już zęby trwały jednak w uśmiechu. Ochroniarze, którzy przyglądali się pojedynkowi już wyciągnęli karabiny i trzymali Marcusa na muszce.

Huk salwy karabinów rozległ się po okolicznych lasach. Dotarł także do uszu uciekających policjantów. Woods zatrzymał się.
- Dlaczego go zostawiliśmy, Stevens?
- Słyszeliście, sam tego chciał. Rozmawiałem z nim długo i wiem, że taka bohaterska śmierć była najlepszym rozwiązaniem.
- Śmierć to śmierć, chuj nie bohaterska.
- Możliwe, ale to był jego wybór. Rozmawiałem z nim przez pół nocy, wiedział co robi i czego chce.
- Ale dlaczego? - zapytał Ying.
- Bo jego sens życia go zostawił.
 


 Kamil Bednarek
Czytajcie "Przywróconego" (Goneta.net/Przywrócony_Zenit)

9/08/2015

Już jest! Przywrócony: Zenit

Panie i Panowie,

chciałem Was poinformować, że druga część książki "Przywrócony" jest już w sprzedaży. Dziś miała swoją premierę i jest już dostępna w sklepie wydawnictwa goneta.net. Niedługo będzie też na stronach księgarń internetowych. Na końcu tego posta będziecie mieć wszystkie linki, które mogą się przydać. Póki co zapoznajcie się z tym co Wydawca o książce napisał:

"Dalszy ciąg horroru ludzi w Filadelfii. Morgan otrzymawszy od Szatana niespotykaną moc, żywiącą się negatywnymi emocjami podczas mordowania ludzi, bawi się swoimi nowymi umiejętnościami. Zabija powoli i z wyjątkowym okrucieństwem. Umowa z Szatanem dotyczyła niewielkiej liczby ludzi co jakiś czas, żeby nie przepełnić piekła. Tymczasem Morgan przerósł swego mistrza, zbyt szybko dostarczając do piekła potę-pione dusze. Efektem może być przepełnienie piekła i zagłada samego Szatana. Mor-gan nic sobie z ostrzeżeń Szatana nie robi. Szmaragdowooki Przywrócony ma życze-nie zostać nowym niezwyciężonym władcą na Ziemi, o czym z upodobaniem próbuje powiadomić ludzi przy użyciu mediów. Szatan stworzył potwora. Okazuje się, że nie może zniszczyć swojego dzieła. Przywrócony jest niezniszczalny…"

A co sam autor, czyli ja, myśli o swoim dziele? W tej książce nadal pokazuję zepsucie dzisiejszego świata, ale oprócz tego będziecie mogli zobaczyć co dzieje się z człowiekiem, który otrzymuje władzę, jak szybko się zmienia, oczywiście na niekorzyść. W dodatku zobaczycie też moją wizję jednej z teorii spiskowych, a mianowicie tej o nazistowskich naukowcach, którzy pracują dla amerykańskiego rządu. Będzie brutalnie, będzie krwawo, będzie dużo akcji, a zakończy się to wszystko w dość jednoznaczny sposób. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak to zapraszam do czytania. A okładka wygląda tak i podpowiada jaka maszyna będzie najważniejsza:



Wszystkie linki, które mogę się Wam przydać:
Kup książkę
Strona książki na FB

Kamil Bednarek